Ojciec w podróży służbowej: Ateny

.
Tym razem Merecz on the job! Sprawy służbowe pognały Merecza-seniora do Aten. I choć Grecja w zimie zapewne pokazuje inne oblicze niż jej wakacyjne wydanie (nie wiemy, brak porównania), było ciekawie.
.
.
Żaden Merecz nie przepuści okazji, żeby uwiecznić wrażenia z podróży, nawet jeśli podróżuje solo (z rodzinnego punktu widzenia), i nawet, jeśli do dyspozycji ma tylko telefon. Więc tym razem przedstawiamy filmik 100% iPhone-made. W rolach Maliny, Tosi i Miłki tym razem wdzięcznie wystąpili pan dyrektor Marek i pan dyrektor Adam.
Uwaga, filmik:
.

.
.
Okołobożonarodzeniowe klimaty w Atenach zasadniczo różnią się od naszych za sprawą klimatu, a konkretnie – owocujących właśnie drzewek pomarańczowych. Niby można by spróbować porównać je do choinek z bombkami, ale to bez sensu. Tym bardziej, że w słoneczku można tu paradować w krótkim rękawku. Więc jest inaczej i już.
.
.
IMG_5580
.
.
Ale od początku… Wylądowaliśmy po południu i z lotniska popędziliśmy taksówką (żółtą, bo w Atenach taksówki są żółciutkie jak NYC) do hotelu, który znajdował się na dalekich przedmieściach (na co początkowo sarkaliśmy, ale co nazajutrz rano okazało się zbawienne, bowiem miejsce naszego służbowego spotkania znajdowało się nieopodal, więc zdążyliśmy, a po intensywnym „wieczorku zapoznawczym” z Atenami, mogło być różnie:). Hotel okazał się fajny, bo taki z gatunku „pałacyk w ogrodzie”, ale my od razu się zebraliśmy i pognaliśmy „na miasto”. A że jesteśmy ludźmi rozsądnymi i z natury nierozpustnymi, miast szastać na taksówki, pojechaliśmy metrem.
.
.
 IMG_5410
.
.
Ciekawostka + Wskazówka 1.
Ateńskie metro Μετρό Αθήνας ma trzy linie, ale – mimo że miasto jest bardzo rozległe – ładnie pokrywają one miejsca, do których ciągnie turystów. My mieszkaliśmy w okolicach Kifissia, czyli ostatniej stacji Linii Zielonej. Ciekawostką jest, że linię tę oddano do użytku już w 1904 roku! A jej siostry, linie czerwoną i niebieską, raptem kilkanaście lat temu. A, wskazówka… no więc opłaca się kupić bilet open 24h i za €4 śmigać jak Ateny długie i szerokie!
.
.
Przespacerowaliśmy się – w szybko zapadających ciemnościach – najpierw w okolicach centralnego przystanku linii metra Monastiraki, skąd da się bez większego trudu na piechotę dotrzeć do niemal wszystkich ważnych turystycznie miejsc centralnych Aten. Akurat my dotarliśmy do… knajpki, gdzie spoczęliśmy zasłużonym znużeniem transkontynentalnych wędrowców i zamówiliśmy z karty kilkanaście gorących przekąsek, głównie – na moją prośbę – bezmięsnych. To było strasznie smaczne! – te wszystkie różnorakie sery przyrządzane (wg. całkiem ładnych i obrazowych opisów z karty dań) podług lokalnych receptur z różnych części Grecji. Gorąco polecam na gorąco!
.
.
IMG_5541
.
.
Nazajutrz rano odbyliśmy efektowne, szybkie i oczywiście zakończone wielkim sukcesem spotkanie z naszym greckim klientem (wyjazd służbowy, remember?) i już o godzinie 11 byliśmy wolni jak ptaki, by dalej eksplorować. Znowu hop do metra i… no właśnie, mimo, że planowaliśmy wysiąść w sercu „starego miasta”, przyjrzawszy się mapie w wagonie, stwierdziliśmy, że skoro ostatnią stacją po drugiej stronie zielonej linii jest Pireus… Pireus kołatał mi się po głowie zestawem skojarzeń: starożytny port morski, ba, wojenny port Aten, więc triery (sorry, to te statki z rycin), pewnie jakaś stara latarnia morska, no i pewnie tawerny, błękit morza… Na miejscu okazało się, że statki są, ale masowce, gigantyczne promy i ewentualnie wodoloty. Zero romantyczności i ani jednej tawerny. Ale i tak było fajnie. Tym bardziej, że w końcu znaleźliśmy sympatyczną knajpkę w porcie, tyle, że nie tym głównym, gdzie nas metro wysadziło, a w marinie jachtowej po drugiej stronie góry. I było pysznie (znowu te wszystkie sery, palce lizać!).
.
.
 IMG_5458
.
.
Z Pireusu ruszyliśmy wreszcie na Akropol. Metrem, bo to jednak z 8 kilometrów (aglomeracja ateńska to nieprawdopodobnie rozległa rzecz z ponad 3 milionami mieszkańców) dotarliśmy do wspomnianej centralnej stacji Monastiraki, skąd dość energicznie ruszyliśmy na spotkanie z kamiennym sercem starożytnego państwa-miasta i… Figa! Zamknięte.
.
.
IMG_5663
.
.
Ciekawostka + Wskazówka 2.
Akropol (a konkretnie akropol ateński, właśnie przez małe „a”, bo ‘akropol’ ἀκρόπολις to rzeczownik określający po prostu osiedle znajdujące się na wysokim wzgórzu, i swoje akropole mają i Mykeny, i Teby, Argos, Korynt i szereg innych niegdyś starożytnych miast) zamykają o 15:00 (a konkretnie wejście, bo ci, co już weszli wcześniej mogą zwiedzać do 16:30). Tak to wygląda w sezonie zimowym, bo w letnim (od kwietnia do września) Akropol można zwiedzać od 8 do 19:30. Bilet wstępu kosztuje €12 od głowy (€6  ulgowy) i uprawnia również do zwiedzania Teatru Dionizosa, rzymskiego forum, świątyni Zeusa, agory, czyli tych wszystkich fajnych rzeczy, które mnie, i moich kolegów-dyrektorów, ominęły tym razem.
.
.
Na szczęście niezmiennie otwarta jest możliwość obejrzenia panoramy Aten tuż spod murów akropolu. Zbudowano tam bowiem na skałach rodzaj tarasu widokowego. Panorama naprawdę robi wrażenie!
.
.
panorama
.
.
Zeszliśmy więc ponownie na dół, do centrum, gdzie rozpoczęliśmy rozległe i intensywne poszukiwania poczty, żeby kupić znaczki. W rezultacie mieliśmy okazję poznać życie codzienne Greków w okresie u nas zwanym „przedświąteczną gorączką zakupową”. Weszliśmy bowiem w kwartał ulic handlowych, które to kolega dyrektor Marek przenikliwie nazwał Arkadią, odnosząc się nie do mitycznej krainy szczęśliwości, greckiej ‘Arkadii’ Αρκαδία, lecz do warszawskiego centrum handlowego. I słusznie, bo w kamienicach ciągnących się w górę (od Monastiraki w kierunku siedziby parlamentu Grecji przy placu Syntagma Πλατεία Συντάγματος, czyli Placu Konstytucji) jeden przy drugim znajdują się sklepy dużych globalnych marek odzieżowych i innych znane nam świetnie właśnie z centrów handlowych. Jeden przy drugim, really!
.
.
Na wspomnianym Placu Konstytucji stała jedyna choinka, jaką dostrzegliśmy w Atenach. W ogóle było tam gwarno, tłoczno, ale wcale nie jakoś szczególnie świątecznie.
.
.
Było za to coś zupełnie niezwykłego, choć nie niespodziewanego – ci żołnierze, którzy maszerują tak potwornie śmiesznie niczym bohaterowie legendarnego skeczu Monty Pythona „Ministerstwo śmiesznych kroków”. To naprawdę jest tak absurdalne, jak oni niezmiernie powoli i wysoko podnoszą wyprostowane nogi w chodakach, by po chwili błyskawicznie tupnąć, szurnąć – w jakimś animalistycznym chodzonym… Kolega dyrektor Adam nie mógł powstrzymać się od wybuchu szczerego śmiechu, trzeba przyznać kulturalnie szybko stłumionego, bo miejsce i okoliczności są dość solemne. Żołnierze ci to, wbrew purnonsensowym pozorom należą do elitarnej jednostki Straży Prezydenckiej, a miejsce – Grób Nieznanego Żołnierza.
.
.
 ateny
.
.
Ciekawostka + Wskazówka 3.
Zmiana warty odbywa się co godzinę 24/7 – i jest to skodyfikowany i choreograficznie niezwykle precyzyjny pokaz tężyzny i koncentracji żołnierzy – nawiązujący do rewolucji za czasów Ottona I w pierwszej połowie XIX wieku. Zmiana warty trwa ca. 10 minut. Za to raz w tygodniu, w każdą niedzielę o godzinie 11 ma miejsce wypasiona wersja połączona z paradą na zamkniętej specjalnie na tę okoliczność głównej ulicy. Gdy myśmy tam byli, przejeżdżał akurat miejski autobus polskiej marki solaris.
.
.
Po zmianie warty popędziliśmy w kierunku znanej nam już uliczki Adrianou z restauracjami w okolicach stacji metra Monastiraki na pożegnalny wieczór ze smażonymi serami i przepyszną retziną (ale to już zupełnie inna historia…:)
.
.
No cóż, na razie “Akropolis adieu” – rekonesans ojca-zwiadowcy za nami – a na relację z pełnego wydania Merecz in Greece zaprosimy, gdy wybierzemy się tam w standardowym składzie. Stay tuned!
.
.
podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *