Zamieszkali na Bali, i niczego się nie bali (prawie).

Rozmowa z Olą Sową autorką bloga alltogetherblog.com Razem z Florianem i dwójką dzieci Olafem i Łucją zamieszkała na Bali.

Gdy przychodzi polska jesień, nie ta złota, lecz ta szara i mokra, poziomy zadowolenia z życia Polaków automatycznie spadają. Każdy z nas prawdopodobnie chociaż raz w życiu pomyślał sobie w takiej chwili: “Boszszsz…, jak to cudownie byłoby wyrwać się i pojechać na Bali”. Każdy sobie myśli, a oni tak zrobili. Zapakowali dzieci i kilka niezbędnych przedmiotów, by przezimować w raju.

Każdy raj musi mieć też swojego węża. Kontakt z Olą był w pewnej chwili utrudniony, bo takiego jednego jegomościa miała właśnie u siebie w domu. Jak to się skończyło? Jak im tam leci czas i jak będą spędzać święta? Już wszystko wiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Od jak dawna mieszkacie na Bali i dlaczego się tam przeprowadziliście?

Mieszkamy na Bali od października i właściwie przyjechaliśmy tutaj przezimować, czyli myślimy, że zostaniemy do wiosny. Któregoś dnia, mając w perspektywie listopadową smutę i grudniowe mroki, zdecydowaliśmy, że lepiej nam będzie w ciepłym i słonecznym miejscu. Stąd pomysł, żeby wyjechać na Bali.

PC063890-1024x768

Bali ma dobrą reputację. Wszyscy mówią, że to rajska wyspa, chcieliśmy to sprawdzić. W sumie przekonało nas to, że jest to oaza hinduizmu w szalonym indonezyjskim świecie muzułmańskim. Zachęciła nas europejskość i stopień ucywilizowania, czyli coś w sam raz dla nas: bezpiecznie, cywilizowanie, a przy tym piękna przyroda, dobre jedzenie, przyjaźni ludzie.

 

 

Wszystko się sprawdziło? Naprawdę to taka rajska wyspa, jak mówią?

Im dłużej tu jesteśmy tym mniej nam się podoba. Na początku jednak byliśmy zachwyceni wszystkim. Pogoda w pierwszych tygodniach wydawała się zupełnie cudowna, teraz powoli zaczynamy marudzić. że gorąco, że bardzo wilgotno.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na pewno i niezaprzeczalnie na Bali są fajni ludzie. Zawsze weseli, otwarci i serdeczni. Nie spotkaliśmy się z wrogością, nie było żadnych nieprzyjemnych sytuacji. Trudno z nimi jednak o komunikację na troszkę głębszym poziomie, niż tylko bardzo podstawowym.

Na Bali pełno jest sztuki. Każdy coś tworzy: rzeźbi, lepi maluje, gra tańczy lub śpiewa. Łatwo tu o inspirację i nietrudno wydać wszystkie pieniądze na przepiękne lokalne rękodzieła. Oczywiście jest też przepiękna bujna, szalona przyroda, która jest na Bali wszędzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Może dlatego warto na Bali przyjechać na dwa miesiące, powyżej tego zaczynają się kłopoty z wizami, pryska czar rajskiej wyspy i pojawia się lekka irytacja azjatycką rzeczywistością.

 

A co jest słabe?

Smród palonych śmieci. Irytuje nas to nieziemsko. Nie znosimy też biurokracji i łapówkarstwa w urzędach. Wyprowadzają nas z równowagi kłopoty komunikacyjne z ludźmi. Oni zupełnie inaczej myślą i rozumują niż Europejczycy.

PC053772-1024x768

Jak dzieci przyjęły zmianę. Jak się zaaklimatyzowały?

Nie było łatwo. Pierwsze dwa-trzy tygodnie wszyscy byliśmy lekko trzaśnięci. Zmiana czasu, zmiana klimatu, zaburzenia i zawirowania w rutynie i codzienności.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Dzieci kochają szkołę i uwielbiają systematykę i codzienną monotonię. A tu uczymy ich sami. Prowadzenie z nimi regularnych zajęć niewiele pomogło. Musiało minąć kilka tygodni, żeby zrozumiały, kto teraz jest ich panią nauczycielką.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Idzie to okrężną droga i nie bezpośrednio do celu, ale jednak zawsze do przodu. Dzieci potrzebują bezpiecznej regularności, a my nie jesteśmy w tym dobrzy. Wolimy uczyć ich w plenerze, pokazywać im rzeczy takimi, jakie są w naturze, a niekoniecznie na kartkach podręcznika.

 

Najtrudniejsze dla nich było polubić się nawzajem do tego stopnia, żeby mogło im to zastąpić kolegów i koleżanki z klasy. To nie było i nie jest łatwe, ale na pewno jest im teraz bliżej do siebie, niż było przed wyjazdem. Taka brutalna rozłąka i przesadzenie w zupełnie inne środowisko na pewno wiele ich nauczyło, ale nie sądzę, żeby była to dla nich tak udana wyprawa, jak dla nas.

 

A łatwo jest się tu zaprzyjaźnić?

 

Bardzo. Balijczycy są niezwykle otwarci. My po dwóch tygodniach pobytu zostaliśmy przyjęci i włączeni do rodziny naszych sąsiadów. Opiekują się nami i troszczą o nas.

Dzieci też mają tu kilkoro przyjaciół. Niestety nie udało nam się poznać żadnych angielskojęzycznych rówieśników. Są jednak rówieśnicy balijscy. Jeśli tylko się dobrze bawią, komunikacja między nimi jest równie bezproblemowa, jak z angielskimi lub polskimi dzieciakami.

 

Jak wygląda wasz dzień?

Bardzo różnie. Wstajemy raczej wcześnie, choć z natury jesteśmy śpiochami. Jeśli nie wstanie się jednak przed siódmą, budzimy się od razu w wielkim upale i cały dzień nic już się nie da zrobić. Im wcześniej, tym lepiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rano jeździmy na targ, albo odrabiamy lekcje z dziećmi – przez góra dwie godziny. Jemy jakieś owocowe śniadanie, papaję z arbuzem, mango z bananem, itp. Jeśli mamy w planach jakąś wycieczkę, to ruszamy o ósmej, jeśli nie, to snujemy się koło basenu do dwunastej.

PC023380-1024x768

Drugie śniadanie wypada zwykle około 11.30-12. To taki nasz europejski lunch. Jemy ryż z różnymi warzywami. Najczęstszym dodatkiem jest tofu lub tempeh, czyli wysokobiałkowe substytuty mięsa. My jesteśmy wegetarianami skłaniającymi się do weganizmu, więc dieta na Bali bardzo nam odpowiada. Gotujemy sami po kilku lekcjach u sąsiadki lub też jedziemy leniwie do pobliskiego warunga i kupujemy gotowe dania na wynos.

PA301171TEXT1-1024x768

Trochę na Bali też pracujemy. Ja prowadzę jogę, a Florian dłubie swoje projekty. Jest analitykiem i zajmuje się online marketingiem. Staramy się jednak, żeby nie zajęło nam to więcej niż parę godzin dziennie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzień kończymy około 21., pewnie dlatego, że mieszkamy na wsi, z dala od tętniącego nocnym życiem Ubud, no i mamy małe dzieci. Każdy kto ma, to wie. Staramy się raz w tygodniu zrobić dłuższą wycieczkę lub coś szczególnego. Pojechać do wodospadu, odnaleźć jakąś wyjątkową plażę, odwiedzić świątynię, itp. Dużo czasu spędzamy też w galeriach i muzeach w okolicy Ubud lub też bezpośrednio w warsztatach najróżniejszych lokalnych artystów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mieliście jakąś przygodę na Bali, czy były jakieś trudne sytuacje?

Przygód mamy aż za dużo. W wielkiej części sami jesteśmy sobie winni: gubimy się nieustannie, Google Maps nie działa na Bali za dobrze. Raz wylądowaliśmy na karkołomnie stromej i wąskiej drodze, na zjeździe, który się nie kończył. Ponieważ jeździmy starym samochodem, drżeliśmy o hamulce. Połowa z nas ma też lęk wysokości. Samochód psuł nam się w górach wielokrotnie.

PC063981-1024x768

Zawsze jednak jakoś udawało nam się wyratować z opresji. Pojawiał się ni stąd, ni zowąd pomocny mechanik, pani wynosiła obiad, ktoś pokierował nas na właściwą drogę. W sumie żadna z tych sytuacji nie wyprowadziła nas z równowagi. Wiedzieliśmy, że mamy pełno czasu, nigdzie się nie śpieszymy, wszystkiemu można zaradzić. No, może tylko historia z przedłużaniem wiz, kiedy to zostaliśmy zmuszeni do dania łapówki obrzydliwemu urzędasowi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czy tak sobie to wszystko wyobrażaliście?

To nasza pierwsza taka długa podróż. Nie byliśmy do niej zbyt dobrze przygotowani. W sumie, to nie wiem, czy można się przygotować do wizyty w Azji inaczej, niż tylko poprzez doświadczenie. Udało nam się uniknąć chorób i zatruć, i to nas bardzo cieszy. Cała reszta jednak była zupełnym zaskoczeniem.

PB202831-1024x768

Marzy nam się, żeby ten wyjazd nie był pierwszym i ostatnim. Może za rok, jeśli ustabilizuje nam się sytuacja szkolna i finansowa, uda nam się znowu wyjechać na jakiś czas. Ten wyjazd, to nie tylko przygoda i poznawanie świata, dla nas najważniejsze jest to, że możemy ze sobą przebywać tyle czasu i nie jest to tylko weekend za miastem, ani dwa tygodnie w lipcu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

A jak spędzicie Święta?

No tak, Święta w tym roku będą raczej mało świąteczne. Na naszym podwórku rośnie mango i być może pokusimy się, żeby je udekorować światełkami. Tu czas zachodni jakby nie istnieje. Widziałam w kilku sklepach sztuczne choinki, ale giną w ostrym słonecznym świetle i jaskrawych kolorach ulicy. Niestety dla dzieci Święta to bardzo ważny czas, my chętnie ucieklibyśmy od komercji, wydawania, szykowania. Nie da się tego tak łatwo zrobić. Postaramy się więc zjeść wspólną kolację z naszymi miejscowymi przyjaciółmi, wymienimy się prezentami i na pewno, bo to bardzo lubimy, będziemy śpiewać kolędy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

No dobra, a co z tym wężem?

Wąż, po konsultacji ze znajomym farmerem, okazał się być pytonem. Miał 1,5 m długości i bardziej się bał nas, niż my jego. Wszedł do łazienki przez okno posiedział parę godzin i – robiąc strasznie dużo hałasu – w końcu sobie poszedł. Zrzucił wszystkie kosmetyki i potłukł szklankę. Chyba nie muszę dodawać, że nie pospaliśmy sobie zbyt spokojnie tej nocy, szczególnie, że w domach balijskich nie da się zamknąć okna, ściany są ażurowe. Przez cały wieczór chodziliśmy więc na siku do dżungli. Rano obsypaliśmy dom solą, to ponoć działa i odstrasza.

PB041924-1024x768

Węże na Bali, jak i pewnie na całym świecie, nie są traktowane zbyt dobrze. Są ważne w ekosystemie, a ludzie niestety bardzo je tępią. Dlatego ten wypadek był rzadkością.

W naszym domu, poza wężem, mieszka cała masa innych zwierząt. Są cztery gekony i cała masa czikczaków – takich gekonów miniaturek. Te robią najwięcej hałasu, ale zjadają komary i mrówki, więc chwała im za to. Niestety, zostawiają po sobie ślady w postaci licznych kup. Są termity, mrówki giganty i wielkie osy. Na strychu mieszka rodzina dzikich kotów – mama i cztery kociaki. Przylatują przez pokój nietoperze, a w kuchni grasują wielkie myszy. Są ogromne chrabąszcze, jak egipskie skarabeusze, cykady, co hałasują jak piła spalinowa i pająki wielkie jak gwiazdy betlejemskie. Chcąc nie chcąc, z czasem zobojętnieliśmy na wszelkie robale i pełzające obrzydlistwa. Jednak wąż, to wąż – pozostawił po sobie nie tylko bałagan, ale i niezapomniane wspomnienie.

To była bardzo ciekawa i inspirująca rozmowa. Bardzo Ci dziękuję. 

Jeśli chcecie poznać więcej balijskich historii polskiej rodziny, natychmiast zaglądajcie na ich bloga.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcia są autorstwa Oli i Floriana i również można je znaleźć na alltogetherblog.com.

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

10 komentarzy

Agnieszka /Zależna w podróży

O, nie wiedziałam o Oli! Dzięki za jej przedstawienie. Chyba coraz więcej osób się decyduje na zimowanie na południu, a przynajmniej coraz więcej o nich słyszę. Dobrze! Mi brakuje słonecznej energii zdecydowanie.

Monika

“Im dłużej tu jesteśmy tym mniej nam się podoba” – czyli jednak coś jest w tym, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Chyba im bardziej lubi się swoje miejsce i się z niego nie ucieka, tym łatwiej jest gdzieś, bo nie oczekuje się, że w innym miejscu będzie idealnie 🙂

Tatiana

Nie byliśmy na Bali. Ale coraz częściej czytam jak Bali stało się ośrodkiem spełniającym marzenia pokolenia “Eat Pray Love” oraz o totalnej komercjalizacji miejsca, co mnie skutecznie odpycha. Aczkolwiek pomysł na zimowanie popieram – my też tak zawsze robimy, co prawda na krócej – ale to i tak ładuje baterie niesamowicie!

olamerecz

Jeśli się wraca na wiosnę, to chyba fajnie, ale gdy z ciepełka wracasz do zimy, to chyba dla mnie jest jeszcze trudniejsze niż przezimowanie w Polsce. Ale to pewnie ja tak mam.

Nadia

Bardzo odważny ruch – podziwiam i gratuluję! A niespodzianki w podróży są zawsze fajne 🙂

Agnieszka | Australove

Zimowanie w ciepłych krajach – coś pięknego. Przecież nic tak bardzo nie zachęca do życia jak słońce, ocean i natura . Może właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Australii w przyszłym roku! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *