Bawaria: w 80 godzin dookoła

 

 

Byliśmy grzeczni, więc na Gwiazdkę dostaliśmy Bawarię. Od siebie samych dostaliśmy, bo po pierwsze – po zeszłorocznej wizycie w Dreźnie (patrz tu) ckniło nam się za post-świątecznymi klimatami Made in Germany, a po drugie – i tak na Święta wylądowaliśmy przy granicy z Czechami, więc do Niemiec rzut beretem… A z tym prezentem to pięknie wyszło, bo gdy wjeżdżaliśmy do Monachium, to po prawej wyłonił nam się dysk stadionu Allianz Arena rozświetlony jak prezent, z kokardą i w ogóle… Schön!

 

 

Bawarię poznawaliśmy liniowo i punktowo. Liniowo, bo cięgiem przez okna samochodu oglądaliśmy jak zmieniają się krajobrazy, a punktowo, bo zatrzymaliśmy się w trzech miejscach dla Bawarii całkiem reprezentatywnych. Bawaria w 80 godzin? Kein Problem – ein, zwei, drei…!

 

 

Ein… Monachium!

 

Minąwszy wspomniany wyżej rozświetlony stadion, mimo wieczorowej pory i długiej podróży, wjechaliśmy w sam środeczek stolicy Kraju Związkowego Bawarii. Zaparkowaliśmy na podziemnym parkingu Bayerische Staatsoper, czyli monachijskiej opery. I przeszliśmy pod średniowieczny budynek miejskiego ratusza, gdzie stała wielka choinka. W prostopadłej do ratusza ulicy oglądaliśmy fantastyczne świąteczne instalacje w witrynach sklepów – pluszowe misie na bębenkach grały, pluszowe małpki piekły i gotowały, a króliczki… No cóż, postanowiliśmy, że wrócimy tu nazajutrz i zrobimy fajny filmik. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po okolicy i pojechaliśmy do hotelu na przedmieściach (Moosach, najlepsza pizza na wynos w Pizza Avanti Moosach z pakistańską ekipą), gdzie w telewizji akurat trafiliśmy na mecz Bayernu i Bayeru. A że Bawaria po niemiecku to właśnie Bayern, to pomyśleliśmy, że to niezły bajer taki mecz…

 

Monachium. Ratusz.

 

Nazajutrz po instalacjach świątecznych w witrynach nie było śladu, były adidasy, najki, torebki i sukienki, więc z zaplanowanego filmiku wyszły nici… No bo tak akurat trafiliśmy, że i jarmarki świąteczne, i świąteczne instalacje właśnie pakowano na palety i w ordungu wywożono. Ale co tam, i tak dzień mieliśmy fantastyczny, bo oprócz Marienplatz i okolic obejrzeliśmy siedzibę chluby Bawarii, czyli fabrykę BMW. A właściwie samą fabrykę oglądaliśmy z zewnątrz, za to weszliśmy do muzeum BMW, znajdującego się u stóp wieżowca, o którym mówi się, że przedstawia samochodowe tłoki, a na szczycie którego widnieje wielkie logo marki. Muzeum jest porządne. Bardzo ciekawie i funkcjonalnie zaprojektowane, przedstawia historię BMW od początków, gdy wyprodukowano pierwszy silnik, do samolotu zresztą, a nie samochodu czy motocykla, aż do futurystycznych konceptkarów i bolidów F1. Warto!

 

 

Monachium. Siedziba BMW.

 

 

I znowu popędziliśmy na Plac Mariacki (Marienplatz), bo o 17:00 – jak się dowiedzieliśmy z przewodnika – na wieży ratusza „ożywają” kolorowe figury (tak zwany Glockenspiel na 43 dzwony i 32 figury). Zdążyliśmy elegancko na tę 17-tą i w tłumie rządnych wrażeń oglądaczy figurek dzierżących wycelowane na więżę teleobiektywy czekaliśmy, aż zegar na wieży skończy bić piątą… I… nic! Nie zaczęły figury tańcować, ani nawet nie drgnęły. Ludzie statywy i teleobiektywy pozabierali i się rozeszli, a my w biurze informacji turystycznej w ratuszu dowiedzieliśmy się, że figury, owszem, ożywają o 17-tej, ale tylko w sezonie letnim. A w zimie to o godz. 11 i 12 trzeba się pofatygować. Nota bene w ratuszu znajduje się winda na szczyt ratuszowej wieży, skądrozpościera się ładny widok na monachijską starówkę. Na to się załapaliśmy 🙂 Wróciliśmy zatem do Moosach, przespaliśmy się, a rano wsiedliśmy do (francuskiego na przekór lokalnym patriotom, fanom BMW) samochodu i pomknęliśmy w góry, gdzie czekał na nas zamek z bajki…

 

 

Katedra Najświętszej Marii Panny w Monachium.

 

Zwei… Neuschwanstein!

 

To naprawdę jest zamek z bajki. W pewnym sensie. No bo wpiszcie sobie frazę „zamek z bajki” na Google, a na pierwszym miejscu wyskoczy wam właśnie Neuschwanstein! – zamek, na którym wzorował się Walt Disney – najpierw tworząc zamek śpiącej królewny, a potem w ogóle umieścił go w logo wytworni. No i teraz we wszystkich Disneylandach na całym świecie znajdziecie uproszczone wersje zamku z Neuschwanstein! Zafascynował też innego twórcę popu, a mianowicie samego Andy’ego Warhola, który machnął obraz „Neuschwanstein” w 1987 roku.

 

 

Bawaria. Zamek Neuschwanstein.

 

 

A oryginał stoi sobie na terenie gminy Shwangau na zboczu jednej z gór łańcucha Alp Bawarskich, niedaleko granicy z Austrią. I jest bajeczny! Te wszystkie cudne wieże i wieżyczki, balkony, blanki, i w ogóle cała bryła – to kwintesencja średniowiecznego zamku, czyż nie? A nie! Zamek Neuschwanstein wcale nie powstał w średniowieczu. Wybudował go król Bawarii Ludwik II raptem w 1869 roku, gdzie zresztą – jeszcze zanim budowę na dobre zakończono – wziął i wyzionął ducha. No ale może to właśnie dlatego, że to taki wyidealizowany zamek jest, jest taki… taki idealny! Bo powstał jako ucieleśnienie archetypu rycerskiego zamku. A bajkowy jest być może także dlatego, że – jak czytamy o Ludwiku II Bawarskim – nie dość, że był romantykiem, to jeszcze kumplował się z Hansem Christianem Andersenem 🙂

 

 

Bawaria. Zamek Neuschwanstein.

 

 

O Neuschwanstein słyszeliśmy już dawno i bardzo chcieliśmy go zobaczyć od zewnątrz i wewnątrz. Udało się… ale w połowie, bo biletów do środka już na ten dzień zabrakło. Lepiej sobie bilety na zwiedzanie z przewodnikiem jednak zarezerwować online. Mimo to i tak warto było się tu dowlec, bo można do samego zamku wjechać zaprzężoną w konie bryczką – tak zrobiliśmy – by po 20-minutowej przejażdżce obejrzeć go sobie z bliska, a następnie powędrować na punkt widokowy po drugiej stronie doliny, skąd właśnie wygląda jak disnejowski ideał! A jeszcze dziesięć minut marszu szlakiem turystycznym w górę i dochodzi się na niezwykły metalowo-drewniany most Marienbrucke, wybudowany także na polecenie króla Ludwika II. Żeby na most wejść i niezapomniany widok zamku i gór chłonąć, trzeba jednak swoje odstać w kolejce żądnych wrażeń turystów. Ale, jako się rzekło, warto!

 

 

 

Zamek Neuschwanstein. Widok z mostu Marienbrucke.

 

Ciekawostka: Wielbiciele zamków budowanych przez ekscentrycznych władców Bawarii niewątpliwie ucieszy fakt, że na dole góry, w samym miasteczku jest drugi zamek, który można sobie zwiedzić, a mianowicie zbudowany raptem 40 lat wcześniej przez Maksymiliana II (ojca opisanego przez nas Ludwika II) zamek Hohenschwangau. Widzieliśmy go i z dołu, i z góry, ale tylko od zewnątrz. Podobno także bardzo fajny do zwiedzania. Ten zresztą stanął na ruinach naprawdę średniowiecznej warowni z XII w. No ale cóż, “zamkiem z bajki” i tak już na zawsze pozostanie jego młodszy sąsiad Neuschwanstein 😉

 

Bavaria. Zamek Hohenschwangau.

Bavaria. Zamek Hohenschwangau.

 

Drei… Norymberga!

 

Norymberga kojarzyła nam się z procesami nazistów, czarnobiałymi zdjęciami na których zasiadają w ławach oskarżonych z czarnymi słuchawkami na uszach i w otoczeniu amerykańskich MP. A teraz nam się kojarzy ze średniowieczem. Bardzo przyjemnie. Ma jeno z największych Starych Miast, w jakich byliśmy. „Stare miasto” – w znaczeniu zwartej zabudowy najstarszej części miasta – rozciąga się na wzgórzach, przelewa przez rzekę, łącząc oba brzegi licznymi malowniczymi mostkami, i pnie w górę wzgórza zamkowego, z którego można to wszystko oglądać z góry. Wspaniałe! Świetny jest Plac Ratuszowy ze złoto-kolorową dziwną ni to rzeźbą, ni to szopką – a tak naprawdę słynną norymberską Schöner Brunnen, czyli Piękną Fontanną… Dalibóg, nadal nie wiemy, czym ona jest, ale jest naprawdę ładna. (update z ostatniej chwili – to jest średniowieczna studnia, kto by pomyślał! – studnia z 20-metrową korową wieżą – przepiękna!)

 

 

Norymberga. Studnia – fontanna Schöner Brunnen.

 

 

Nasza ekipa w pewnym momencie musiała się rozdzielić – podczas gdy wszystkie panie rozsiadły się wygodnie na tarasie widokowym zamku, Merecz-Ojciec ruszył w miasto w poszukiwaniu pieluszek dla Miłki. I dzięki temu z jego relacji wiemy, jak norymberdzka starówka („Altstatd”) jest rozległa, złaził on bowiem ją wzdłuż i w poprzek, zanim znalazł DM Drogerie i pieluchy nabył (ciekawostka: w niemieckich aptekach pieluszek się nie sprzedaje, tylko w drogeriach, a za to w drogeriach nie sprzedaje się nawet najprostszych leków bez recepty, ot choćby ibupromu). Długo potem zdyszany opowiadał o niezliczonych cudownych zaułkach, klimatycznych mostkach, tajemnych przejściach w murach… Do Norymbergi chętnie wrócimy, bo klimat jest tam jedyny w swoim rodzaju, ludzie mili, dom Albrechata Durera otwarty dla zwiedzających, a co krok pyszne falafele.

 

 

Norymberga. Widok z zamku Keiserberg.

Norymberga. Widok z zamku Keiserberg

 

I tak między Świętami a Sylwestrem ogarnęliśmy sobie z grubsza Bawarię. Było ganz gut!

 

 

 

 

Trzy garście wskazówek:

Monachium. Stacja metra Moosach.

 

Ein: Sprawnie i wygodnie jeździ się po Monachium metrem, a właściwie – jak to w Niemczech zasadniczo bywa: klasycznym podziemnym metrem (linie U-Bahn) i kolejką naziemną (linie S-Bahn). Warto kupić bilet całodzienny za €6,60 lub 3-dniowy za €16.50. Myśmy oczywiście wzięli całodniowy rodzinny za €12,60.

Do BMW Welt wstęp jest darmowy, ale do Muzeum BMW trzeba bilety mieć, kosztują: €10 dorośli, €7 dzieci, a bilet rodzinny – €24. Wszystkie informacje: http://www.bmw-welt.com/en/visitor_information/

Warto wiedzieć, że można sobie wjechać windą na wieżę ratusza na Marienplatz – winda znajduje się tuż po wejściu po lewej stronie, a kasa biletowa na 4 piętrze, skąd – już z biletami kolejną windą wjeżdża się na sam szczyt. Widoki super!

 

 

Zwei: Warto sobie bilety na zwiedzanie z przewodnikiem (inaczej się nie da) zarezerwować online: http://www.neuschwanstein.de/englisch/tourist/admiss.htm, bo zamek jest w stanie „przerobić” ograniczoną ilość grup w ciągu dnia. Tak czy inaczej trzeba wiedzieć, że biuro biletowe znajduje się nie w zamku na górze, tylko w miasteczku na dole: Ticketcenter Neuschwanstein-Hohenschwangau, Alpseestraße 12, Hohenschwangau. Na górę można oczywiście sobie wejść, jeśli się ma ochotę i kondycję, wspina się pewnie ze 40 minut dość ostro pod górę. Myśmy wjechali bryczką – jedną z kilkudziesięciu, które w godzinach otwarcia zamku krążą tam i z powrotem zabierając po kilkunastu wielbicieli zamków na raz. Jazda do góry trwa mniej więcej ze 20 minut i pod górę kosztuje €6 za dorosłego i połowę za dziecko, w dół połowę. Na górę jeżdżą też autobusy, z tym że nie podjeżdżają do samego zamku, a zatrzymują się nieopodal mostu Marienbrucke (bilety €1.80 pod górę, €1 w dół, dzieci połowę).

 

Bavaria. Norymberga. Zamek Keiserberg

Drei: W Norymberdze warto wdrapać się na zamek Keiserberg, żeby podziwiać widoki. Wstęp na taras widokowy jest darmowy, za to na zwiedzanie zamku, a właściwie trzech połączonych zamków kosztuje €7, ulgowy €6, choć można kupować warianty łączące rożne atrakcje, więc po szczegóły odsyłamy tu: http://www.kaiserburg-nuernberg.de/englisch/tourist/admiss.htm. Ciekawostką związaną z dwoma największymi kościołami w mieście może być taki oto fakt, że w obydwu ołtarze lub grupy rzeźb stworzył nie kto inny, jak znany nam z Krakowa Wit Stwosz! Oczywiście wstęp do kościołów jest darmowy. Z innych atrakcji średnowieczno-plenerowych jest codzienny pokaz tańczących figurek na wieży kościoła Freuenkirche. Mieliśmy szczęście, że dokładnie o 12 tam się znaleźliśmy, bo wcześniej o tym nie widzieliśmy!

 

A tu jeszcze kilka zdjęć zrobionych nieopodal zamku Neuschwastein, gdzie delektowaliśmy się widoczkiem na Bawarskie Alpy:

Bawaria. Widok na Alpy nieopodal zamku Neushwanstein.

Bawaria. Widok na Alpy nieopodal zamku Neushwanstein

Bawaria. Widok na Alpy nieopodal zamku Neushwanstein.

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *