Dzieci na wulkanie: Etna

.

W Europie jest 12 czynnych wulkanów, z czego połowa leży na Islandii, a cztery we Włoszech. Islandię odkładamy “na za chwilę” (bądźcie czujni), a dziś zainaugurujemy opowiastkę o naszych przygodach na wulkanach Italii. Zaczynamy od najwyższego i największego wulkanu Europy, czyli Mungibeddu!

.
Że WTF?!? Że pierwsze słyszycie!? No dobra, znany jest także pod nazwą Muntagna lub Mongibellopo. Czy teraz wszystko jasne? 🙂 Na pewno, jeśli się zna lu Sicilianu, czyli język sycylijski, a raczej któryś z jego kilkunastu dialektów. A jak ten wulkan nazywali Rzymianie? Starożytni – Aetne, współcześni – Etna.
.

Geo-Ciekawostka:
Etna jest naprawdę wielka – jak się uważnie spojrzy na mapę, to tak na oko zajmuje z 1/12 powierzchni Sycylii. W wymiernych liczbach, patrząc wciąż z góry, ma kształt elipsy wpisanej w prostokąt o wymiarach mniej więcej 47 km / 38 km. No kolos. A jeśli chodzi o wysokość, to sprawa jest zmienna – ze względu na wybuchy, kształt i wysokość Etny się zmienia. Obecnie sięga na wysokość ok. 3350 m n.p.m., a że leży tuż przy morzu, więc… No kolos.

.
Cieszyliśmy się jak dzieci, gdy wyruszaliśmy na tę wyprawę. Wulkan we własnej osobie najpierw wyłonił się zza domów pobliskiego miasteczka. Później dość długo wjeżdżaliśmy na niego samochodem. Już u podnóża nie mogliśmy wytrzymać, wysiedliśmy z samochodu i łaziliśmy po żużlowisku napawając się widokiem góry od dołu.

.

Wskazówka
Na Etnę można sobie wejść. Można też, widzieliśmy na własne oczy, wjechać na rowerze. Ale z niewyrośniętą jeszcze dziatwą i przy ograniczonym czasie, najlepiej wjechać. Najpierw samochodem (lub autobusem, jak kto woli) dojeżdża się z dowolnego miasta na dole (czy będzie to Katania i Nicolosi na południu, czy Taormina lub po prostu autostrada A18 na wschodzie) wygodną, bardzo malowniczo wijącą się drogą SP92. My jechaliśmy z Katanii i zatrzymywaliśmy się po drodze – fantastyczne są małe sycylijskie wioski, w których nareszcie (po Katanii, która jest dużym miastem) poczuć można klimat “starej dobrej Sycylii”, takiej trochę jak z kina.
.

Najdłużej zatrzymaliśmy się w zatoczce już wyżej, wśród porażających zwałów zastygłej w postaci czegoś w rodzaju żużlu lawy, parkując obok ciężarówki obwoźnego sprzedawcy pamiątek z obsydianu czyli oszlifowanej skały wulkanicznej. Tam właśnie po raz pierwszy w historii naszych podróży wystartowaliśmy naszego drona! Lot udał się nadzwyczajnie, bo dzięki spojrzeniu z góry ujrzeliśmy na przykład zalany niegdyś lawą dom!
Gorąco (niczym lavazza;) zapraszamy na filmik, gdzie widać i to, i całą resztę:

.

Najwyższym miejscem, do którego można dojechać prywatnym samochodem jest położone na wysokości 1910 m schronisko Rifugio Giovanni Sapienza. Jest to duży murowany budynek, w którym, oprócz strażnicy i biur, znajduje się hotel (sądząc z opisu i oceny 8.4 na boooking.com – bardzo fajny) i tradycyjna włoska restauracja, i przechowalnia, i wypożyczalnia sprzętu górskiego, i sklep z pamiątkami… A tuż obok znajduje się dolna stacja kolejki linowej. Bo kolejny etap odbędziemy właśnie w wagoniku podczepionym do liny.

.
Gastro-wskazówka:
Dla zgłodniałych miłośników wulkanów okolice schroniska Refugi Sapienza oferują całkiem sympatyczny wachlarz możliwości naładowania akumulatorów, czy to przed wulkanem, czy po wulkanie. W budynku schroniska znajduje się sympatyczna tradycyjna włoska restauracja Albergo oferująca niezłą pizzę i inne przysmaki Italii. 200 metrów dalej możecie zasiąść do biesiady w restauracji La Cantoniera, która również oferuje niezły wybór włoskich dań, z szerokim wachlarzem pizz, i dalej – przez pasty do deserów. Sądząc po fotkach na ścianach, była już tam w latach 30. i niejeden wybuch wulkanu telepał szybami w jej oknach, a przynajmniej raz kompletnie ją płynąca lawa sfajczyła. A ta, jak ten Feniks, dalej daje radę! Jakby tego było mało, kawalątek dalej jest tam jeszcze całkiem wypasiony bar Crateri Silvestrii Ristorante.

.

Funivia dell’Etna prowadzi kabinową kolejkę linową ze schroniska Rifugio Sapienza do górnej stacji znajdującej się już na całkiem słusznej wysokości – ok. 2500 m n.p.m. Po wyjściu z wagonika można zdecydować się albo na trekking w stronę głównych kraterów (około 1,5 godziny w jedną stronę), albo skorzystać z dżipbusa 4×4, który na górę wjeżdża w mniej niż kwadrans. Czy na nogach, czy dżipbusem, na legalu dotrzeć można na wysokość 2920 m, gdzie znajduje się parking dżipbusów, małe schronisko (ale to słowo w sumei na wyrost, bo to jest taki baraczek, który zastąpił zjedzone niedawno przez lawę schronisko-obserwatorium. Oficjalnie dalej można wybrać się na pieszą wycieczkę już wyłącznie pod specjalnym nadzorem (płatne ekstra). Niemniej, jak twierdzą niektórzy, a my widzieliśmy na własne oczy, można zignorować taśmy i tablice ostrzegające i ruszyć w stronę licznych dymiących szczelin i mniejszych lub większych kraterów. I tylko sub-wyprawa na krater centralny jest ściśle zabroniona poza uczestnictwem w specjalnej ekipie.

.

Wskazówka
Bilety powrotne na kolejkę Funivia dell’Etna można kupić w opcji cable-car only (€35), lub w pakiecie z biletami na dżipbusy 4×4 (€65). Oj, całkiem słono! Kasa kolejki akceptuje gotówkę i karty płatnicze. Trzeba pamiętać, że ostatnie wagoniki kolejki odjeżdżają z góry o 17:30 w sezonie letnim (i 15:30 w zimowym).

.

Ciekawostka
Wiedzieliście, że zimą Etna to świetna góra do zjazdów na nartach. Jest tu kilka wyciągów i podobno całkiem niezłe warunki.

.

Etna ma obecnie cztery główne kratery (liczba ta i ich wysokość z oczywistych powodów się zmieniają). Najwyższy i największy to obecny Cratere Centrale uformowany w 1911 roku. Nawet na niego można się wspinać, ale obowiązują surowe wytyczne: przede wszystkim wyłącznie w specjalnie przygotowanej grupie, ze specjalnie opłaconym specjalnym przewodnikiem. Tam kieruje się garstka zapaleńców, a reszta, czyli 95% przybyszy z marszu kieruje się na szczyt, a potem do wewnątrz kaldery przylegającego do parkingu dżipbusów stożka krateru zwanego Torre del Filosofo (2 920 m n.p.m.). Także i my zostaliśmy na poziomie niższych kraterów, bo wspinaczka po takim żużlu, to naprawdę niezły wyczyn i wysiłek. Pięcioletnie dzieci odpadają. Jednakże i tu było co podziwiać.

.

Etna

.

Wskazówka
Idąc na wulkan koniecznie musicie mieć wygodne, zakryte buty. Mogą to być trampki, tenisówki, adidasy, a najlepiej oczywiście buty do chodzenia po górach. Najważniejsze jest jednak żeby nie miały dziurek. Na pewno każdy z was wie, jak to jest mieć kawałek żużlu w bucie, a co dopiero kilka kawałków. Na wulkanie strasznie wieje. Ponadto zabierzcie coś od wiatru. Przyda się także krem od słońca.

.

 

Etna

.
.

A te małe robaczki na zdjęciu poniżej, to nie owieczki na połoninie, tylko dżipobusy na wulkanie.

DCIM101GOPRO DCIM101GOPRO

.

Pięć dni przed naszym przyjazdem na Etnę miała miejsce jedna z większych erupcji, w niebo wzbijał się słup dymu i pary, z krateru głównego i wielu szczelin wylewała się lawa. Cztery dni przed naszym przyjazdem zjawisko narastało, trzy dni przed naszym przyjazdem zaczęło słabnąć. Na dwa dni przed naszym przyjazdem Etna przysnęła, a w dniu naszego przyjazdu spała. I dobrze to (bezpiecznie), i tak o (bo chciałoby się zobaczyć płynącą lawę, prawda?). Podczas większych erupcji droga do Refugi Sapienza bywa zamykana przez wojsko, więc z dwojga złego, lepiej jednak wjechać. A Etna nigdy zresztą nie uspokaja się na dobre. Podczas naszej wizyty dymiła przecież (widać to fajnie na naszym filmiku w sekwencjach time-lapse) i z głównego krateru, ale także ze szczelin Terre del Filosofo.

Warto śledzić stan obecny i prognozy aktywności online (np. tu)

.

A lawę i tak w końcu zobaczyliśmy, o czym przeczytacie w następnym odcinku cyklu Dzieci na wulkanie: Stromboli

.

PS.

Przy okazji serdecznie polecamy filmik ze wspomnianej tu kilka razy Katanii. Sycylia, że łał! A do tego wiele budynków zbudowanych z bloków zastygłej lawy. Warto wiedzieć, że jedna z największych nowożytnych erupcji Etny w 1669 roku wyrzuciła tak ogromną ilość lawy, że jej jęzor dotarł do odległej o 16 km Katani niszcząc po drodze kilka wsi i miasteczek.

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *