Psim zaprzęgiem z dziećmi: Laponia

Żeby popędzić psim zaprzęgiem, oho!, to nam się marzyło… od zawsze! Dzikość, pierwotność, zew natury, polarny wiatr we włosach (co tam, że pod czapką)… – tak byśmy powiedzieli my, rodzice. A jak na plan naszej zimowej wyprawy do Laponii zareagowały dzieci? PIIIIEEEESSSKIII! HUSKY! JUUHUUU! 🙂

A było to tak…

 

 

 

 

Najpierw zasięgnęliśmy języka. (via google, oczywiście) Okazało się, że w Laponii, w okolicach Rovaniemi – a tam właśnie mieliśmy wylądować – jazdę psim zaprzęgiem oferuje kilka farm husky, o różnym zakresie autentyczności i dzikości. My od razu zdecydowaliśmy się na rodzinno-przyjacielski kolektyw frików i pasjonatów o wdzięcznej nazwie Bearhill Husky. Ujęły nas zdjęcia naprawdę szczęśliwych psich pysków na ich stronie, ale też list od nich, w którym z marszu nas zapewnili, że bez problemu zabiorą w białą dal nie tylko nas i starsze dziewczyny, ale też naszą półtoraroczną słodką Miłkę (co wcale nie było takie oczywiste, bo inni organizatorzy bobasów na saniach nie wożą). Zdecydowaliśmy się na przygodę o wielce obiecującej nazwie „Call of the Wild Husky Adventure”. I wiecie co? Było… dziko! 🙂

 

 

Przywitał nas – i kilkunastu innych poszukiwaczy przygód z całego świata – charyzmatyczny Miika Eee (kurcze, co za bezkompromisowo samogłoskowe nazwisko! ech, ci Fini;) I na początek zagonił nas wszystkich do jurty, gdzie mogliśmy się lepiej przygotować. Na początek ubrania. Wydawało nam się, że przyjechaliśmy ubrani solidnie, ciepło i adekwatnie – grube skarpety, kurtki z kosmiczną technologią i takie tam. Nic bardziej mylnego. Na nasze kombinezony pan „Nieśmiertelny Kowboj Północy” (tak się Miika przedstawia na swoim instagramie) kazał nam bezwarunkowo nałożyć jeszcze jedne – kilka rozmiarów większe, a na skarpety, kolejne – wełniane. I całe szczęście, bo jak się wkrótce miało okazać, niemal trzy godziny w pędzących saniach, nawet gdy pogoda nie przeraża (zaledwie -5), to nie w kij dmuchał – może zdrowo wychłodzić. Pan Eee miał i dał nam wszystko: i buty, i skarpety, i rękawice, no i obowiązkowo wspomniane za duże kombinezony (nawet dla Miłki się jeden znalazł).

 

 

Później krótkie szkolenie, które z grubsza polegało na zakarbowaniu sobie trzech zasad: 1. Nigdy nie puszczać uchwytu sań, 2. Noga na hamulcu, 3. Have fun! Jeszcze chwila i… Wiśta wio! Sześć zaprzęgów ruszyło z kopyta, a właściwie z łapy!

 

 

W szpicy zaprzęg pana Eee z Tosią i Maliną, potem my (Merecz-Ojciec, Merecz-Matka i Merecz Miła). Psy rozszczekały się i radośnie pomknęły szlakiem przez tajgę. Każdy zaprzęg ciągnie pięć lub sześć silnych i zwinnych husky. Co ciekawe najsilniejszy zawodnik wcale nie znajdował się pierwszej dwójce, ale w drugiej. Psy w biegu podgryzały się żartobliwie, poszczekiwały, chwytały w zęby śnieg…

 

 

Powożenie psim zaprzęgiem okazuje się stosunkowo łatwe, a to dlatego, że husky znają trasy jak własny ogon. Biegają tu codziennie przez całą zimę (czyli pół roku – od listopada do kwietnia), więc właściwie zaprzęgami (poza pierwszym) nie tyle się kieruje, bo mkną jeden za drugim, co kontroluje ich prędkość. To jest podstawowy obowiązek – trzeba szybko rozkminić, jak hamować! Hamulec to taka łopatka metalowa na sprężynach między płozami sań, którą naciska się nogą – lżej, żeby zwolnić lub z całej siły, nawet stając na nim obiema nogami, żeby się zatrzymać. Jest to naprawdę ważne, szczególnie przy zjeżdżaniu ze wniesień, bo psy gnają na łeb na szyję, a że sanie są stosunkowo ciężkie i bezwładne, hamowanie chroni nie tylko pasażerów, ale i psy – przed najechaniem.

 

 

Z podobnego zresztą powodu równie ważna jest druga wspomniana wcześniej zasada, żeby „nigdy-przenigdy nie puszczać uchwytów sani”, bo gwałtownie odciążony zaprzęg rozpędziłby się w mgnieniu oka, a pozbawiony możliwości hamowania, mógłby ostro wjechać w tył poprzedzających sań lub… sami sobie wyobrażacie, prawda? Więc, jak zaklinał pan Eee, nie puszczamy uchwytów, nawet gdyby nogi spadłyby z płóz, niech nas ciągnie, targa, wlecze, trzymamy i hamujemy jak możemy! Przejęliśmy się tym napomnieniem, ale nikt nie spadł.

 

 

No więc, jako się rzekło, mknęliśmy przez tajgę, a potem przez zamarznięte jezioro – tutaj to normalka – Finowie są przyzwyczajeni do poruszania się wszelkimi środkami lokomocji po zamarzniętych akwenach, gdy tylko mróz dopisze.

 

 

Cała trasa liczy 26 kilometrów. Nieźle, co? Mniej więcej w połowie drogi zrobiliśmy sobie wszyscy przystanek, podczas którego z kolei zrobiliśmy trochę zdjęć. No i zamieniliśmy się przy prowadzeniu sań, teraz to już Mama-Merecz pewnie stanęła na płozach dzierżąc sprawnie uchwyty, a Ojciec-Merecz rozsiadł się w sankach ze śpiącą Miłką na kolanach…

 

Przystanek na zamrzniętym jeziorze. Laponia.

 

No właśnie, nasza najmłodsza i najsłodsza Miłka, była niezwykle grzeczna i właściwie przespała całą podróż. Podróż saniami wprowadza spokój, wokół natura, psy… nic tylko kimnąć 😉 Nawet naszej Malince, która chyba najbardziej była podniecona faktem podróży z huskimi, zdarzyło się pod koniec błogo przysnąć.

 

Tata-Merecz i mała śpiąca Miłka. Laponia.

No i tak to właśnie było 🙂

 

Na koniec wygłaskaliśmy obficie dzielne Husky, wypiliśmy herbatkę, puściliśmy drona (niestety prawie po ciemku) i wróciliśmy. Obejrzyjcie koniecznie filmik! (na górze)

 

 

Praktycznie:

Na jazdę z ekipą Bear Hill umówić się trzeba mailowo, wszelkie dane znajdziecie na stronie bearhillhusky.com. Jazdy odbywają się dwa razy dziennie: rano i po południu. Cena… no cóż, Finlandia to rajów cenowych nie należy, więc należy liczyć się z wydatkiem (dorośli po 159€, dzieci – 80€). W cenę wliczony jest transport z kilku miejsc w Rovaniemi, m.in. z Wioski Świętego Mikołaja, a także ubrania, szkolenie i… niezapomniane wrażenia! 🙂 Warto! Aha, każdy uczestnik otrzymuje w prezencie gustowną i praktyczną chustę BearHill Husky.

 

 

 

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *