Jajeczny zamek, to nie przepis wielkanocny

.

A brzmi jak jakaś potrawa z ‘Przyjaciółki’, nie sądzicie?

Tymczasem Jajeczny Zamek, czyli Castel Dell’Ovo to twierdza na małej wysepce w Zatoce Neapolitańskiej połączonej ze stałym lądem stumetrową groblą. Niezwykle malownicze miejsce, lecz co ma wspólnego z jajkami? Otóż według starej legendy, do jego fundamentów dodano magiczne jajko rzymskiego poety Wergiliusza. Dzięki temu, zamek miał stać się niezniszczalny. Legenda legendą, ale coś w tym miejscu niezwykle silnego jest, skoro to właśnie tu w VI w p.n.e. zaczęła się historia jednego z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych miast na naszej planecie.

.

neapol.00_01_49_17.Still010

.

Zobaczyć Neapol i żyć, nie umierać!

My, jadąc do Neapolu z Sycylii, dzień po rejsie na Stromboli, mieliśmy raczej romantyczną, słoneczną wizję miasta. No może nie do końca, że zbocza nadmorskich wzgórz, że ‘O sole mio’, że młodzieńcy, przepiękne kobiety w sukienkach i osiołki… Ale prawie 😉 Rzeczywiście Neapol kojarzył nam się raczej wesoło i lekko. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy tuż po przyjeździe, czyli raczej już późnym wieczorem, wybraliśmy się na „szybki pieszy rekonesans” po okolicy.  Zobaczyliśmy raczej ciemnawe zaułki i z leksza zakazane klimaty typu miejskie Noir. Nie przejęliśmy się jakoś strasznie, bo w końcu mieszkamy na warszawskiej Prażce. Przeciwnie, jak gdyby nigdy nic wparowaliśmy do piekącej właśnie ciasta cukiernio-piekarni, bo dzieci głodne. Z przysmakami w dłoniach, idąc niespiesznym krokiem wczuwaliśmy się w klimat Neapolitańskiej Pragi Północ… Do tego zatrzymywaliśmy sie na co drugim rogu na pomarańczowy, świeżo wyciskany soczek (Ola) i granite, za którym przepadały dzieci (pokruszony lód w różnych smakach). Nazajutrz rano nasz spacer znów poprowadził przez klimaty nam „swojaszcze” – wąskie uliczki, pranie suszące się nad głowami, na ulicach gwar licznych sąsiedzkich zgromadzeń i nawet całe tuziny kapliczek w bramach i podwórkach – to znamy i lubimy. (No może pranie się u nas na ulicach tak obficie nie suszy)

.

AV5C3842AV5C3847 .

Więc fajnie się nam ten Neapol zapowiadał i oczekiwania owe spełnił z nawiązką! Coś o czym się zazwyczaj w takich tekstach nie pisze, to góry śmieci wysypujące się ze śmietników. Ale na to byliśmy przygotowani. Ba! Spodziewaliśmy się nawet, że będzie ich jeszcze więcej, że może nawet w nich utoniemy. Biznes śmieciowy trzyma bowiem w swoich łapach niesławna Gomorra – mafia, która czasami nawet miesiącami pozostawia wszystkie odpadki na ulicach, by wywrzeć wpływ na urzędnikach. Jak było, gdy my tam byliśmy – zobaczcie na naszym filmiku:

.

 

.

Od razu poszliśmy sobie spacerkiem do Museo Archeologico Nazionale, must-see fanów starożytności, czyli nas. Znajdują się tu odkopane po wybuchu Wezuwiusza (w 79 r. n.e.) najcenniejsze artefakty przywiezione z Pompejów i Herkulanum, łącznie ze zdjętymi tam freskami o wciąż żywych kolorach. Mamma mia, mówimy wam! Poza tym setki oryginalnych dzieł sztuki i sztuki użytkowej sprzed tysiąca i dwóch tysięcy lat. To naprawdę niezwykła mentalna podróż w przeszłość, w świat tamtych ludzi i ich kultury, także codzienności… Pieprzna jest tam, na przykład, cześć poświęcona kultowi cielesności i cielesnego obcowania, ale dość szybko przez nią przemknęliśmy, ze względu na coraz trudniejsze pytania zadawane przez nasze latorośla…

.

neapol.00_00_49_15.Still006

Museo Archeologico Nazionale di Napoli, MANN

 

.

Praktycznie

Museo Archeologico Nazionale – godziny otwarcia: od środy do poniedziałku – od 9:00 do 19:30 (we wtorki zamknięte); optymalny czas zwiedzania 3 godziny. Fajny sklepik z pamiątkami. Dojazd: stacja metra Museo; adres: Piazza Museo Nazionale 19. Bilety: dorosły €8, ulgowy €4

.

Nieśpiesznie sobie po tym Neapolu spacerowaliśmy, po parkach, placach, ulicach…

Nie ma w Neapolu takiego centralnego miejsca, jak na przykład rynek we Florencji, dokąd ostatecznie wszyscy zmierzają… Jest charakterystyczny ruch nieco w dół, w kierunku wybrzeża i jego nadmorskich promenad, a właściwie konkretnie właśnie do Jajecznego Zamku czyli Castel dell’Ovo.

 

.

Screen Shot 2016-03-26 at 12.44.10

Castel Nuovo z XIII w część umocnień zbudowane ma z bloków lawy z Wezuwiusza

.

Neapol dlatego też jest taki niezwykły, że jako jedno z nielicznych miast, nigdy jakimś cudem nie był doszczętnie złupiony i zniszczony, a jest, jako się rzekło na wstępie, jednym z najstarszych ciągle zamieszkanych miast. On się tak organicznie właśnie przez dziesiątki wieków rozwijał i narastał, przekształcając… I to właśnie, ten genius loci, czuć niezwykle intensywnie. Teraz Neapol jest trzecim największym miastem Włoch. A zaczęło się w VI w p.n.e., gdy dotarli tu i osiedlili się Grecy. Neapolis, czyli ‘nowe miasto’, tak właśnie niezwykle oryginalnie nazwano to miejsce 😉 Wspominany tu wielokrotnie, tytułowy Castel dell’Ovo znajduje się w centralnym miejscu pierwotnego Neapolu.

.

neapol.00_01_58_24.Still012 neapol.00_02_02_15.Still013

.

 

Praktycznie

Castel dell’Ovo – godziny otwarcia: od poniedziałku do soboty od 8:00 do zachodu słońca; w niedzielę i święta – od 9:00 do 13:00. Czas zwiedzania: 1-2 godz. Bilety: wstęp bezpłatny

.


.

Dziś otaczająca zamek łukiem od strony lądu dzielnica nazywa się Centro Storico, czyli centrum historyczne. Jest to obecnie niesamowity labirynt nakładających się na siebie i krzyżujących klimatów architektonicznych i kulturowych. Są tu i ruiny z czasów świetności imperium greckiego i starożytnego Rzymu, a potem średniowiecza, i wiadomo… renesansu, aż do dziś.

.

neapol.00_00_55_14.Still007

.

Ciekawie jest też w sąsiadującej od zachodu nadbrzeżnej dzielnicy Posilipo, gdzie starożytne ruiny rzymskie można oglądać i nad wodą i pod wodą (są specjalne wycieczki nurkowe, podobno fajne). My tam właśnie szukaliśmy plaży. Strasznie krucho z tym poszło, bo plaży publicznej, która gdzieś tam jakoby miała być, nie znaleźliśmy. Ale że dzieci były zdeterminowane, szukając przeleźliśmy przez rodzaj falochronu i wtarabaniliśmy się na niewielką plażę prywatną. Górowała nad nią jakaś wielgachna kamienica, której plażujący mieszkańcy udawali, że nas nie widzą, więc popluskaliśmy się tam i już. Wychodząc ładnie się pożegnaliśmy z ekipą umundurowanych ochroniarzy.

 

Z kolei kawałek na północ w dzielnicy Agnano znajduje się między innymi rozległy krater wygasłego (odpukać!) wulkanu i park Riserva Naturale Cratere degli Astroni, gdzie można korzystać z bazujących na gorących źródłach łaźniach.

.

Ciekawostka lingistyczna

Neapol, po włosku Napoli, w dialekcie neapolitańskim Nàpule, a wcześniej z łaciny Neapolis, i wcześniej z greki Nea Polis, czyli ‘nowe miasto’. Po angielsku Naples. Neapolitańczycy zasadniczo mówią miksem języka włoskiego i lokalnym dialektem zwanym Napulitano, który ze względu na historyczne perypetie okupacyjne zawiera ogromną ilość słów francuskich i hiszpańskich.

.

Mówi się o Neapolu, że to jedno wielkie „muzeum na otwartym powietrzu” ze względu na ilość zabytków. I słusznie. Jest tu jedno z największych świetnie zachowanych centrów historycznych na świecie. Samych kościołów mają tu 448 co jest rekordem świata dla jednego miasta! Ale my jakoś na kościoły nie mieliśmy ani fazy, ani czasu. Choć do Cappella Sansevero przy Via de Sanctis wstąpiliśmy, bowiem tu znajduje się absolutnie powalająca rzeźba przykrytego całunem Jezusa, wykuta z jednego kawałka marmuru. Wygooglajcie sobie, warto! To zachwyci każdego, nawet zupełnie nieczułego na sztukę ignoranta. Kontrast między kamienną materią, a zwiewnością tu przedstawioną działa niesamowicie. Nie-do-wia-ry!

.

Praktycznie

Museo Cappella Sansevero – godziny otwarcia: od środy do poniedziałku – od 9:00 do 18:30 (we wtorki zamknięte). Dojazd: stacja metra Dante; adres: Via Francesco de Sanctis 19. Bilety: dorosły €7, ulgowy €5, poniżej 10 lat: bezpłatnie

.

Ale że nie samą historią człowiek żyje, szczególnie tak żwawy i żywotny jak Tośka i Malina, teraz kilka słów o jedzeniu w Neapolu. Kuchnia neapolitańska to kuchnia włoska z pizzą na czele. Mówi się, że to tu w ogóle pizzę wymyślono. Jednak w niezliczonych restauracjach można jeść bardzo różne, także bardzo nietypowe śródziemnomorskie dania, z owocami morza na czele. My w Neapolu odkryliśmy wyjątkową restaurację, która za dnia jest zupełnie niepozorna, wręcz niewidoczna, a wraz z zapadnięciem zmroku zaczyna się magicznie rozrastać, tak mniej więcej 1 stolik/10 min., aż do apogeum około północy, gdy biesiaduje tam w najlepsze kilkadziesiąt osób obsługiwanych przez ekipę rozwrzeszczanych wniebogłosy kelnerów (106 Via Casanova, tuż przy zejściu do podziemnego parkingu). Podają tam najlepsze świeże owoce morza w dobrej cenie. Raczej to miejsce dla lokalsów, ale właśnie dlatego takie ciekawe. Delizioso! Zobaczyć Neapol i umrzeć? Skąd! – żyć nie umierać! 🙂

.

.

PS Nie wspomnieliśmy w powyższym tekście o jednym z najbardziej charakterystycznych widoków miasta, czyli monumentalnym, górującym nad Neapolem (niczym Buka nad krainą Muminków) Wezuwiuszem. A to dlatego, że poświęcimy mu osobną opowieść z cyklu DZIECI NA WULKANIE. Wtedy opowiemy także o porwanej historii Pompejów. Już wkrótce, stay tuned!

.

by Ola & Paweł

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

2 komentarze

Natalia

Postanowiliśmy skorzystać z Waszej rekomendacji i skosztować owoców morza w restauracji przy 106 Via Casanova. Aktualnie niestety jest tam jedynie kawiarnia, w której nie uświadczy się żadnego sensownego jedzenia 🙁

mereczonthego

O… jaka szkoda. Może ruszają z sezonem dopiero w wakacje…? Dzięki za info 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *