Johannesburg, Joburg, Jozi…

… Różne oblicza ma to “Złote Miasto Afryki”, podobnie jak nazwy i zdrobnienia, które przytoczyliśmy w tytule. Nie byliśmy tu długo, ale zdążyliśmy spojrzeć na nie pod różnymi kątami, z różnych miejsc i… polubiliśmy! Ale na początku nie było tak różowo…

Oj, nie cieszy się to największe miasto południowej Afryki opinią bezpiecznej przystani. Niemało się naczytaliśmy i nasłuchali przed wyjazdem o niebezpieczeństwach czyhających tu na nieostrożnych turystów. Dlatego, no cóż, byliśmy… ostrożni 🙂 Nie chodziliśmy tam, gdzie się nie chodzi, za to tam gdzie się chodzi, chodziliśmy. I było dobrze, z godziny na godzinę coraz swobodniej, coraz bardziej się na to różnorodne i wspaniałe miasto otwieraliśmy, a co za tym idzie – było coraz ciekawiej! Zacznijmy od…

 

 

Soweto! To południowo zachodnie przedmieście Johannesburga (jego nazwa to skrót od South Western Townships), które zasłynęło w 1976 roku zrywem anty-apartheidowym. Masowe starcia z policją rasistowskiego rządu sprawiły, że o apartheidzie stało się głośno, wtedy wprowadzono międzynarodowe sankcje i embarga. Soweto historycznie, to dzielnica małych ceglanych domków zamieszkała przez pracowników licznych kopalni złota, niemal w stu procentach czarnoskórych. I w jednym z tych małych domków mieszkał sobie wielki człowiek…

 

Mandela House to dziś muzeum – najmniejsze, jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy. Jest malutkie, bo mieści się w typowym  dla Soweto domku („domek typu C.2.” wg. dokumentu z 1944 roku). Ma pewnie z 10 metrów, ale jest pełen pamiątek po nieustraszonym nobliście – zobaczycie tu jego łóżko, kran i miednicę, ale też rękopisy jego listów z więzienia (25 lat pisania!), a nawet mistrzowski pas bokserski. Nelson Mandela spędził tu kilkanaście lat przed uwięzieniem i kilkanaście dni po. Mnóstwo naprawdę ciekawych informacji i o domu, i o jego słynnym mieszkańcu usłyszeliśmy z ust świetnej przewodniczki w pomarańczowym płaszczyku. Co ciekawe nieopodal znajduje się… Tutu House, czyli miejsce gdzie mieszkał również nagrodzony pokojowym Noblem legendarny biskup Desmont Tutu. I tak Vilakazi Street w Soweto jest jedyną ulicą na świecie, gdzie mieszkało dwóch noblistów! 🙂

 

PRAKTYCZNIE
The Nelson Mandela National Museum Adres: Vilakazi Street 8115; godziny: 9:00-16:45; wstęp: dorośli 60 randów, dzieci powyżej 6 lat 20 randów; mile widziany tip dla przewodniczki (30 randów)

 

Orlando Towers widać już z daleka. To pokryte niesamowicie kolorowymi malowidłami kominy chłodnicze nieczynnej już węglowej elektrowni w Soweto. O ile malowidła na jednej z wież są komercyjną reklamą (podczas naszej wizyty sieci komórkowej Vodacom), o tyle te na drugiej to już czysta artystyczna robota – największy na świecie mural w południowoafrykańskim stylu Die Antwoord. Między wieżami rozpięta jest profesjonalna instalacja do stumetrowych skoków bungee. A wewnątrz zachodniej wieży można doświadczyć efektu wolnego spadania – specjalny dźwig podnosi śmiałka na samą górę, a później… puszcza na zawieszoną na dole siatkę, niezła jazda – zobaczcie na naszym filmiku około 45 sekundy: TU FILMIK. Nasza szalona Malina stwierdziła, że koniecznie musi spróbować!

Aha, jeśli widzieliście wystrzałowy (dosłownie!) film „Chappie” Neilla Blomkampa, to widzieliście i te wieże, i industrialne pozostałości elektrowni dookoła, bo tam rozgrywała się niemała część filmu. Mama Merecz, trochę wbrew zasadzie deklarowanej powyżej zasady ostrożności, zapuściła się wieczorową porą na te tereny i uwieczniła je w filmiku.

PRAKTYCZNIE
Adres: Chris Hani Rd, Klipspruit 318-Iq, cena za skok bungee 550 randów, a za swobodny skok w zachodniej wieży – 400 randów, a jeśli jesteście doświadczonymi skokami spadochronowymi base, to 200 randów i hop! 🙂 Czynne do zachodu słońca. Darmowy parking i z przodu, i z tyłu. Na terenie także klub muzyczny.
http://www.orlandotowers.co.za/

 

Nelson Mandela Squere to plac w dzielnicy Sandon otoczony… centrum handlowym 😉 I nie byłoby innego powodu niż zakupy, żeby tam pojechać, gdyby nie ogromny metalowy pomnik Nelsona Mandeli, z którym każdy chętnie sobie fotkę zrobi. Znak czasu. Dom towarowy, w podziemiach którego można zaparkować, jest raczej z tych szykownych, wzorowany na londyńskim Harrodsie. Co ciekawe w jednym ze sklepów, usłyszawszy nasze rozmowy, przywitano nas gromkim „Dzień dobry” po polsku i szerokim uśmiechem.

Nelson Mandela jest symbolem walki z apartheidem. Teraz to już historia na szczęście i to z happy endem. A poznać tę historię można naprawdę solidnie, bo przez doświadczenie, w bardzo fajnym, nowoczesnym Apertheid Museum. Już samo logo jest symbolicznie mocne. Budynek znajduje się na terenie przedziwnego konglomeratu: z jednej strony park rozrywki z rollercoasterami, z drugiej najprawdziwsza zabytkowa kopalnia złota, a z trzeciej to wspaniałe Muzeum. Interaktywna ekspozycja i dynamika zwiedzania przypomina te z Europejskiego Centrum Solidarności z Gdańska, ale jest mocniej, bo ofiar było dużo…

PRAKTYCZNIE
Adres: Northern Park Way and Gold Reef Rd, Johannesburg, 2001; Godziny: 9:00 – 17:00; Wstęp: dorośli 85 randów, dzieci 70: apartheidmuseum.org

 

A gdy zgłodniejecie, a jest akurat sobota, to koniecznie wybierzcie się na Neighbourgood Market! Jest to niesamowite miejsce położone w Braamfontein, części miasta trochę przypominającej nowojorski Greenege Village. W okolicy znajdziecie i stare wieżowce, i kolonialne wille, wszędzie ruchliwie, artystycznie, ciekawe murale, ale przede wszystkim przychodzi się tam dla żarcia! 🙂 Z wąskiej uliczki, którą łatwo rozpoznać po blaszanym napisie dyndającym przy skrzyżowaniu, skręca się po kilkunastu metrach w prawo i rampą wchodzi na pierwsze i drugie piętro starego wieżowca. A oba piętra zapełnione są kilkudziesięcioma kuchniami świata! I tłumem smakoszy 🙂 Przechodzi się między stoiskami i zamawia afrykańskie frykasy, ale też smakołyki z całego świata, ot choćby – nie przymierzając – znad… Wisły! Tak, tak, pierwsze stoisku po lewej od wejścia oferuje polskie mięsiwa, kiełbasy i oscypki, i choć miły sprzedawca z białym orłem na czerwonym fartuchu po polsku nie mówi, to już jego wąsaty pryncypał i owszem! 🙂 Atmosfera jest super, kucharze śpiewają w afrykańskim rytmie, a żarcie wymiata. Koniecznie!

PRAKTYCZNIE
Adres: 73 Juta St, Braamfontein, Johannesburg 2000; Czynne tylko w soboty od 9:00 do 15:00.https://www.facebook.com/neighbourgoodsmarketjhb

.

Zobaczywszy wszystko powyższe – ale też na przykład most Nelson Mandela Bridge przypominający warszawski Świętokrzyski (trochę zmiksowany z Siekierkowskim, bo ma dwa pylony), albo wielki stadion FNB zwany też Soccer City przypominający warszawski Narodowy, bo jest w tych samych biało-czerwonych kolorach, albo wreszcie nieprawdopodobne blaszane Shanty Town rodem z filmu District 9 – zaczęło nam się w Johannesburgu podobać. A już trzeba było gonić za miasto… Tam to się dopiero działo, Afryka dzika, proszę państwa, że proszę siadać (do lektury) 🙂

 

AFYKA POŁUDNIOWA Z DZIEĆMI

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *