Czy to Miś Paddington, Sherlock Holmes, czy… Św. Mikołaj?

A może Paweł? Tylko dlaczego z wielkim czarnym worem na śmieci i w czapce Sherlocka Holmesa? Tak to już jest, że u Mereczów wszystko może się wydarzyć. Trochę daliśmy ciała, ale Londyn zupełnie nas nie zawiódł.

Tym razem Londyn przemierzaliśmy śladami bohaterów literackich, którzy akurat wtedy skradli nasze serca. Malinka właśnie pokochała Misia Paddingtona, Tosia w szkole omawiała Charliego i Fabrykę Czekolady, a obydwie z fascynacją przeżywały historie Harrego Pottera. Z kolei my, rodzice, z zainteresowaniem śledziliśmy przygody londyńskiego detektywa w ekranizacji BBC z Benedtictem Cumberbatchem w tytułowej roli. Miłka siedziała wtedy w brzuchu i przeżywała wszystko po trochu. A wszystko zaczęło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od…

Warner Studios London

Wybraliśmy się tam prosto z marszu, a właściwie prosto z lotu, bo z lotniska Gatwick. Londyńskie studia Warnera są londyńskie z nazwy, a w rzeczywistości znajdują się kilkadziesiąt kilometrów na północny-zachód od Londynu. Z wyliczeń nam wyszło, że rozsądniej będzie wynająć samochód, niż tachać się z bagażami Gatwick Expressem do centrum Londynu, a potem przesiadać dalej. Ruch lewostronny nieco podniósł nam poziom adrenaliny, ale co tam. Wizyta w Studiach Warnera okazała się dla naszych dzieci – było nie było zaprawionych w parkach tematycznych trzech kontynentów – przygodą o poziomie magiczności dla zwykłych Mugoli nie do wyobrażenia! Ale uwaga! Jeśli jesteś dorosły i również kochasz Harrego, nie będziesz się tu czuł odosobniony. Rzut oka na kolejkę do wejścia, i od razu jest jasne, że dzieci wcale nie są tu w większości. Większość stanowią dwudziesto- i trzydziestolatkowie, którzy fascynację przygodami czarodzieja z piorunem na czole złapali, gdy sami byli dziećmi (dacie wiarę, że od ukazania się pierwszego tomu serii “Harry Potter i Kamień Filozoficzny” minęło już 18 lat!?)

IMG_3706

Londyn. Warner Bros. Hogwart.

Wchodzimy do Wielkiej Sali i jest dokładnie jak na filmie. Nic dziwnego. Toż to właśnie autentyczna scenografia z oryginalnego planu filmowego. Tyle że stoi choinka i wiszą świąteczne dekoracje, bo akurat taka pora. Dzięki temu wszystko staje się jeszcze bardziej magiczne. Podziwiać tu można i scenografię, i “lewitujące” pod sufitem świece, i oryginalne kostiumy wykładowców Hogwartu. Strój Hagrida jest wielki.

IMG_3773

Londyn. Warner Bros. Privet Drive.

Otwierają się kolejne wrota i… całkowicie zanurzamy się w świecie magii. Magiczne rekwizyty stoją tu dziesiątkami – ba, setkami! – wszędzie dookoła, jesteśmy w Hogwarcie! To autentyczne elementy scenografii filmu. Mijamy ścianę ruchomych obrazów… Dzieci mogą zobaczyć, jak się robi sztuczny śnieg i sztuczny ogień. Wow! Można też polatać na miotle (jest na filmie), przejść się Ulicą Pokątną, podziwiać kolosalną makietę Hogwartu, czy zapukać do domu przy Privet Drive.

IMG_3716Jest też wielki dział z grającymi w filmie automatami. Ależ to robi wrażenie – magia kina, to też magia, nie? W pewnym momencie wstępujemy do studyjnych restauracji. Warto! Ot, choćby aby wychylić szklaneczkę Butterbeer, czyli słynnego Piwa Kremowego. Oprócz tego różne dania, również wegetariańskie. W sklepiku kupiliśmy parę gadżetów z Hedwigą na czele. Malina chodziła z nią później po całym Londynie wzbudzając sensację – rzućcie okiem na film – Hedwiga jak żywa 🙂

IMG_3779

Londyn. Warner Bros. Knight Bus.

Wskazówka Nr 1:
biletów do Warner Studios London nie kupuje się na miejscu, obowiązuje rezerwacja online (https://www.wbstudiotour.co.uk) na określoną godzinę, odbiór w kasach przed wejściem.

Wskazówka Nr 2:
Samochód najlepiej wynająć przez rentalcars.com (samochodową siostrę booking.com) – tam wybiera się najlepszą opcję cenową i lokalizacyjną (np. my wybraliśmy jako miejsce pobrania automobliu lotnisko Gatwick, a jako miejsce oddania – okolice Hyde Parku w centrum Londynu; odbierając samochód u wybranego podczas bookowania ajenta (my akurat w Europcar), warto na miejscu ponegocjować, bo nie dość że można zrobić atrakcyjny upgrade klasy samochodu, to dodatkowo utargować jeszcze kilkanaście funciaków plus fotelik gratis 🙂

King’s Cross Station

Tu na pewno warto zajrzeć, nie tylko żeby popodziwiać wspaniałą architekturę dworca, ale też Peron 9 i 3/4. Oprócz tego można sobie zrobić takie zdjęcie i wejść do magicznego sklepiku za rogiem (gdzie w magiczny sposób wyparować może z portfela kolejne kilkanaście funtów 🙂

IMG_0561 kopia

Londyn. King’s Cross. Peron 9 3/4

Paddington Station

Gdy byliśmy tu sześć lat wcześniej, niewiele wówczas wskazywało na powiązania dworca ze słynnym pluszakiem. Właściwie był to jeden straganik, na którym kupiliśmy misia dla Tosi (Wtedy to Malinka była w brzuchu) i kilka znaczków do przypinania. Teraz, na fali filmowej popularności, powstał tu dość okazały sklep, w którym nie kupiliśmy nic. Za to z przyjemnością skorzystaliśmy z ustawionej nieopodal ławeczki z dzierżącym walizkę misiem z Peru zarówno wymalowanym na niej, jak i stojącym obok – w charakterze okazałego pomnika.

Tak to więc pozwiedzaliśmy zaskakująco bogate w literackie ślady dworce kolejowe. Później były jeszcze inne atrakcje, takie jak na przykład…

London Eye

IMG_3866

London Eye.

które nie należy już do British Airways, lecz do Coca-Coli. Zawsze warto się nim przejechać i popodziwiać widoki. My tę atrakcję kupiliśmy w pakiecie z

River Cruise

czyli rejsem stateczkiem po Tamizie. Dzięki temu mogliśmy pooglądać liczne londyńskie atrakcje (Opactwo Westminsterskie, Big Ben, Tower of London, słynny Tower Bridge, HMS Belfast) szybko i z komentarzem przewodnika.

Ponieważ to była wycieczka śladami naszych książkowych bohaterów, nie mogliśmy nie udać się na

West End

Padło na Charlie’go i Fabrykę Czekolady. Głównie dlatego, że akurat było to u nas na tapecie w wersji książkowej i filmowej, i akurat weszła na deski londyńskiego teatru. Rzecz wyreżyserował sam Sam Mendes. No i było naprawdę świetnie. Jeśli macie jakąś swoją listę w stylu “muszę w życiu zrobić to i tamto” to dopiszcie sobie do niej spektakl na West Endzie.

IMG_0540

Londyn. West End. Czekolada Wonka.

Dla nas to było już kolejne tego typu przeżycie, ponieważ parę lat wcześniej byliśmy na Królu Lwie, którego grają na okrągło i ciągle mają pełną salę. I powiem wam szczerze, że sama bym poszła na to jeszcze raz i pokazała to każdej mojej córce. Tosia miała wtedy cztery latka i absolutnie się nie nudziła. Dekoracje, muzyka, aktorstwo, efekty specjalne – na obu tych spektaklach wszystko jest top-class i sama się często głowiłam, jak oni to zrobili. Mimo “umiarkowanej znajomości języka”, dzieci również się nie nudzą, lecz patrzą z otwartymi buźkami. Zobaczyliśmy wtedy także musical “Wicked” Stephena Schwartza o przygodach Czarownicy z Zachodu w krainie Oz. Też super!

Ciekawostka nr 1:
W teatrach West Endu w przerwach zajada się lody.

Ciekawostka nr 2:
Londyńczycy zasadniczo nie używają teatralnych szatni. Są one bardzo małe i bardzo drogie. I prawie nic tam nie wisi. Wszyscy gramolą się na widownie z kurtkami, z którymi nie wiadomo co zrobić, więc leżą na podłodze. Generalnie teatry, szczególnie muzyczne, traktuje się tam jak u nas kina, co jest w sumie fajne.

Ciekawostka nr 3:
Wszyscy bardzo szybko wychodzą z teatru. My ze swoim tradycyjnie nieśpiesznym tempem, zawsze w końcu dziwiliśmy się, że już cała widownia jest zupełnie pusta.

Wskazówka:
Bilet są cholernie drogie i najlepiej kupić je online w pakiecie z voucherem na rodzinny obiad w wybranej restauracji (obiadu nie trzeba jeść w dniu spektaklu) – to naprawdę się opłaca! Polecamy serwis http://www.lovetheatre.com/

Muzeum Historii Naturalnej / Natural History Museum

Uwielbiamy tam przychodzić. Ze względu jednak na darmowość tego przybytku, trzeba przygotować się na długie kolejki. Mnie udało się je ominąć, jako kobiecie w ciąży. Ale nawet jeśli będziecie musieli chwilę postać, to warto! warto! warto!

IMG_3972

Londyn. Muzeum Historii Naturalnej.

Szkielety dinozurów, cała sala wyjątkowych kamieni, zwierzęta i mój ulubiony ptak Dodo.

IMG_4065

Londyn. Muzeum Historii Naturalnej. Dodo.

Dzieci biegają od ekspozycji do ekspozycji, nie chcąc niczego przeoczyć. Do tego wszystko w fajnej, interaktywnej oprawie. Tu można też przeżyć japońskie trzęsienie ziemi. Wszystko pouczające i zachwycające.

IMG_3964

Londyn. Muzeum Historii. Naturalnej. Ch. Darwin.

Museum of London

Wpadliśmy tu przed samym zamknięciem, więc udało nam się obejrzeć jedynie fragment rozległych i fantastycznych ekspozycji. Za to jaki fragment! Królewska kareta z wielokonnym zaprzęgiem to jest coś. Już dla niej warto było tu przyjść, a widzieliśmy jeszcze fantastyczne makiety Londynu, kącik Misia Paddingtona, a  z internetu wiemy, że jest tam sporo innych ciekawych rzeczy. Natomiast tamtej zimy wymiatała wystawa czasowa pt. “Sherlock Holmes: The Man Who Never Lived and will Never Die”! 🙂 No i właśnie stąd ta czapka na głowie głowy naszej rodziny. A ponieważ tania nie była, zastanawialiśmy się i zastanawialiśmy, aż w końcu musieli nas wypuścić tylnymi drzwiami, bo przednie już dawno zaryglowano (wskazówka praktyczna: w Londynie instytucje kultury i sztuki zamyka się nad wyraz punktualnie, więc na koniec trzeba się zdrowo sprężać). Ale czapkę mamy i ją lubimy.

No a skąd ten wór?

Historia wora zaczęła się jeszcze na Okęciu. To właśnie tam okazało się, że nie znając dość nietypowo restrykcyjnych procedur linii Norwegian, mimo przybycia na lotnisko na godzinę przed odlotem, spóźniliśmy się na check-in. Paweł nie stracił wiary i szukał rozwiązania. W końcu poinformowano nas, że możemy lecieć, ale bez naszej ukochanej walizki – bo ona za wielka na bagaż pokładowy, a na drop-off już za późno. W wielkim pośpiechu wyjęliśmy z niej najpotrzebniejsze rzeczy i upchnęliśmy do wielkiego czarnego wora na śmieci, który posłużył nam za bagaż podręczny.

Będąc w Londynie, chcieliśmy kupić jakąś zastępczą walizę, lecz nic nie przypadło nam do gustu. Więc nasz rodzinny bagaż tym razem jako wór poleciał i jako wór wrócił! 🙂

A oto kilka migawek z jego przygód:

IMG_4156  IMG_4177

IMG_4182

A walizkę przechowała dla nas przekochana pani na Okęciu, za co podziękowaliśmy jej butelką wina, a teraz dedykujemy ten wpis.

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

13 komentarzy

Emiwdrodze

Hahaha 🙂 Moja ciocia tak kiedyś zapakowała buty całej rodziny na dłuższy wyjazd, a wujek przed wyjazdem niczym przykładny mąż wyrzucił śmieci do kontenera 🙂

Jacek

Ciekawy wpis. Londyn pokazany z dość nietypowej strony no i udało się zachęcić dzieci do aktywnego zwiedzania.. Jako że jestem wielbicielem lodów to mogę tylko żałować że u nas podczas przerw teatralnych nie można zajadać się lodami.

olamerecz

Naszych dzieci specjalnie nie trzeba zachęcać. Już się przyzwyczaiły 😉 No i chyba to lubią, tak jak my.

Ania

Muszę się przyznać, że jestem wielbicielką Harrego i sama z wielką przyjemnością odwiedziłabym Warner Studios London 🙂

Ewa | gonimyslonce

Wow, ale super pomysł na Londyn!! Nawet nie miałam pojęcia, że można tam takie cuda spotkać i tak dobrze się bawić :)) Świetna sprawa, aż przyszedł mi pewien pomysł do głowy tylko ciii….:D No i dzięki za inspirację! ;))

olamerecz

Oj, w Londynie wiele można zobaczyć. Ciekawa jestem po ilu dniach zaczęłabym tam się nudzić 😉

olamerecz

Naprawdę warto, zwłaszcza jeśli jesteś wielbicielką 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *