LOVE SKANSEN: TALLINN

Do skansenu w Tallinnie popędziliśmy wprost z promu z Helsinek, tak nam zależało! 🙂 Cieszyliśmy się na nasz drugi – po Skansenie w Sztokholmie – skansen poza Polską, bo to zawsze warto sobie porównać. I co się okazało? Że ten talliński jest niemal taki sam jak te nasze. To znaczy równie fajny! Ale ma też kilka rzeczy unikalnych…

 

Estonia. Tallinn. Zagroda z 1803 roku.

 

Od razu jest miło i ciekawie, bo wchodzi się przez ładnie urządzony kaso-recepcjo-sklepik i gawędzi z sympatycznego panią kasująco-wpuszczającą. W trakcie pogawędki szybko orientujemy się, że Estończycy wcale na skansen nie mówią skansen, tylko ‘vabaõhumuuseum’, czyli dosłownie „muzeum na świeżym powietrzu”. Tak zresztą jak reszta świata, ciekawe, że tylko w Polsce przyjął się ten szwedzki ‘skansen’…

 

HISTORYCZNIE
Jak wiemy (albo i nie;), pierwszy skansen to był Skansen! – czyli plenerowe muzeum kultury i architektury ludowej założone w 1891 roku na wyspie Skansen w Sztokholmie, a później szybko się idea po Skandynawii rozniosła (Norwegia – 1897, Dania 1901, Finlandia 1909), a że Estonia tak się troszkę jakby skandynawsko poczuwa, to jej etnografowie koniecznie i w Tallinnie swój skansen chcieli mieć. I już w 19013 roku powstało towarzystwo, które o budowę zabiegało… zabiegało… zabiegało… i tak blisko pół wieku, bo zawsze coś. Aż w końcu talliński skansen wybudowano w 1957 roku, za to od razu z rozmachem, bo na 55h. Czyli w tym roku 60-tka! 🙂

 

 

Miło i ciekawie jest i później, gdy najpierw od razu po lewej widzi się ekspozycję starych, ale świetnie utrzymanych wiejskich samochodów użytkowych z czasów Związku Radzieckiego, a później wkracza do pierwszej zagrody.

 

 

Pierwsza zagroda nazywa się Sassi-Jaani i pochodzi z wioski Kullamaa w zachodniej Estonii. I jest to gospodarstwo wielkie i bogate. Od razu imponuje niecodzienna długość zabudowań. Jest to zagroda poniekąd instruktażowa, jako że stała ekspozycja mieszcząca się w zabudowaniach z 1803 roku szerzej wprowadza odwiedzających w klimat estońskiej architektury gospodarczej. Są tu modele różnych typów poszycia dachów, narożników, ale też narzędzi rolniczych, a nawet typu upraw rolniczych. Bardzo nam się podoba, że pachnie tu tak samo jak w naszych skansenach – drewnem, sianem i historią! Idziemy dalej…

 

 

A dalej jest tylko lepiej, zwiedzamy kolejne gospodarstwa, mijamy „przystanek” bryczki zaprzężonej w konie i trochę się łamiemy, czy się nie skusić na przejażdżkę, ale nie… Idziemy dalej własnym tempem. I napotykamy… Bałtyk! Bo to jest właśnie w tallińskim skansenie wyjątkowe, że położony jest nad bardzo malowniczą bałtycką zatoką, nad którą rozpięte są tradycyjne estońskie rybackie sieci, a na plaże wciągnięte są tradycyjne estońskie rybackie łodzie.

 

 

PRAKTYCZNIE:
Wstęp: dorośli/dzieci/rodzinny od maja do września: €9/6/18, od października do kwietnia: €6/4/12
Godziny: od maja do września: 10:00- 20:00; od października do kwietnia: 10:00 – 17:00
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć: www.evm.ee

 

 

Estońska historia to nieustanne przenikanie się wpływów skandynawskich (fińskie Helsinki przecież o rzut beretem przez zatokę, a sama nazwa miasta ‘Tallinn’ oznacza ‘Duńskie Miasto’) i rosyjskich, bo w końcu Tallinn był stolicą jednej z republik radzieckich, a blisko 40 procent obecnych mieszkańców Tallinna to etniczni Rosjanie. Nic więc dziwnego, że i skansen odzwierciedla te wpływy. Na przykład w jednej chwili przechodzimy przez rosyjską wioskę – kozy nas tu gonią, szczególnie przerażoną Tosię – a już za chwilę wchodzimy do zagrody skandynawskiej, na którą składają się typowe dla fińskiej wsi proste i funkcjonalne zabudowania w kolorze czerwonym z białymi okiennicami. Tu a la rosyjski wiatrak, tam a la fińska remiza straży pożarnej. To jest naprawdę fajne, ta różnorodność.

 

 

Hitem trasy okazuje się sklepik wiejski ze wsi Lau. Nie dość, że świetnie zachowane jest oryginalne sklepowe umeblowanie, to te wszystkie regały, szafki i lady są zapełnione produktami z epoki (a konkretnie z lat 30. XX wieku, czyli – jak się dowiadujemy – z czasów gospodarczej prosperity Estonii). Czego tu nie ma! Bańki z naftą, sól i pieprz, herbaty, kawa, kakao, rodzynki, ryż i śledź! A do tego nici, igły i guziki, lina, perfumowane mydło, pocztówki, papierosy i mazidło do butów. I słodycze. Słodycze zresztą można rzeczywiście tu kupić i dziś. Mniam-mniam 🙂

 

Szkoła! Jak wiadomo każdy szanujący się skansen szkołę ma. A w niej oczywiście zestaw ławek z inkaustami, katedrę nauczyciela, tablicę z mysią ściereczką do kredy, no i oczywiście mapę z dawnych czasów – to w klasie, bo po drugiej stronie korytarza musowo zobaczymy mieszkanie wiejskiego nauczyciela, czyli lokalnego intelektualisty – z patefonem, może pianinem. Takie szkoły widzieliśmy i we Wdzydzach, i w Kolbuszowej, i w Sanoku, ale też w oryginalnym sztokholmskim Skansenie. No i dokładnie taka sama  jest i tu – w Tallinnie. Ma wszystkie wymienione wyżej cechy porządnej skansenowej szkoły i tylko mapa na ściennie nie przedstawia zwyczajowej II Rzeczypospolitej, a Estonię z początku XX wieku. Szkoła pochodzi z wioski Kuie, więc wychodzi na to, że uczęszczały do niej same… kuiony 😉

 

No długo moglibyśmy jeszcze o tym – bo oprócz kilkunastu imponujących i, jako się rzekło, różnorodnych etnograficznie i architektonicznie zagród, są tam przecież jeszcze liczne wiatraki, kapliczki i kaplice, zbór, rybackie klimaty, a także wodny młyn – ale może zamiast tego przejdziemy od razu do najsmaczniejszego kąska…

 

Gospoda! Bo jest taka jedna w tallińskim skansenie – pochodzi z lat 40 XIX wieku. I jest fantastyczna! Bo jest czynna i oferuje naprawdę spory wybór tradycyjnych i naprawdę smacznych dań kuchni estońskiej. My jedliśmy śledzia z ziemniakami, naleśniki z owocami, grochówkę i typowy estoński frykas z mąki gryczanej na słodko, taki trochę pudding, trochę kutia. Folk-pyszota!

 

KULINARNIE
O karczmie piszemy w tekście głównym, a tutaj pochwała wyjątkowo pomysłowo i wszechstronnie zaprojektowanej strony internetowej tallińskiego skansenu, gdzie – obok rzeczy oczywistych i spodziewanych – znajduje się sekcja przepisów kulinarnych na tradycyjne estońskie przysmaki: SPRAWDŹCIE TU

 

Mamy nadzieję, że narobiliśmy wam apetytu na wizytę w Tallińskim skansenie, więc szukajcie promocji lotniczych, albo wsiadajcie w samochód i ruszajcie Via Balticą na północny-wschód, bo warto!

Warto też, mamy nadzieję, zerknąć na pozostałe nasze wpisy z zimowej wyprawy gangu Mereczonthego na północ (Helsinki, Laponia, a wkrótce także więcej o Estonii). Polecamy też cały nasz cykl LOVE SKANSEN

A na koniec krótki filmik z naszego skansenowego spaceru:

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *