Ludzie-Ptaki

Wylatują, gdy w Polsce robi się chłodno. Wracają z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Na zimę po prostu znikają z naszego otoczenia. Tak, na całą zimę.

Dom, biuro, odbieranie dzieci ze szkoły, dom, kolacja… i tak w kółko. Ludziom zdarza się popadać w rutynę, zdarza im się też zaciskać zęby, żeby przetrwać zimę i zdarza się im z utęsknieniem czekać na pierwsze wiosenne słońce. Ale nie tym, których wam tu przedstawię. W ich życiu zimy po prostu nie ma.

Gonimyslonce_lwnzime

Ewa i Romek z Krakowa obecnie prowadzą blog Gonimyslonce.pl. Po raz pierwszy uciekli przed chłodem cztery lata temu. A jak wiadomo, ten pierwszy raz jest najtrudniejszy. “Chcieliśmy wyruszyć dookoła świata jeszcze jesienią i podróżować w takim rytmie, by zawsze trafiać na wiosenno-letni czas, w każdym kolejnym kraju. A że miało nam to zająć około roku, to trzeba było podomykać wiele spraw, tj. obronić się na studiach (Ewa), rzucić pracę na etacie (Romek). Dodatkowo w Krakowie kwitła świeżo rozkręcona własna firma – prywatna szkoła muzyczna (Ewy) i bardzo trudno było znaleźć odpowiednie osoby, by zajęły się tym nieswoim “dzieckiem” tak dobrze jak własnym. Jednak chcieć to móc i gdy firma ostatecznie została w dobrych rękach, to miesiąc po porzuceniu pracy i tydzień po obronie, wsiedliśmy w pierwszy samolot. Do świata bez zimy.”.

 

Bez zimy i zdecydowanie bez rutyny. Podczas swoich podróży zwiedzili już: Chiny, Kambodżę, Malezję, Indonezję, Australię, Nową Zelandię, Francuską Polinezję, Wyspę Wielkanocną, Argentynę, Brazylię, Sri Lankę oraz Republikę Wysp Zielonego Przylądka. W tym roku postawili na Tajlandię. “Lecąc do Bangkoku nie mieliśmy nijak sprecyzowanych planów. Wiedzieliśmy, że z powodów wizowych dobrze będzie wyskakiwać do sąsiednich krajów, by przy każdym powrocie dostawać kolejną pieczątkę w paszporcie, na dopuszczalne 30 dni. W zasadzie ustaliliśmy tylko, że pierwsza wyprawa poza Tajlandię będzie do Birmy, bo to był kraj, który od lat bardzo chcieliśmy odwiedzić. Teraz zatrzymaliśmy się na dłużej w Bangkoku, ponieważ jest bardzo fajnym miastem z wieloma możliwościami. Do tego najkorzystniej cenowo jest wynająć jakieś mieszkanko na kilka miesięcy i z niego stworzyć bazę wypadową w różne strony kraju – od rajskich wysp, po historyczne kompleksy świątynne. To tak różnorodny i atrakcyjny kraj, że nudzić się nie sposób, a i tak wiemy, że wiele jeszcze zostanie do odkrycia, przy kolejnej wyprawie w te strony. Natomiast gdy jesteśmy w Bangkoku, sporo pracujemy. Oboje mamy po laptopie ze sobą i każde z nas rozwija swoje pasje i umiejętności, przeplata obowiązkami, no i blogiem. I w taki oto sposób udaje nam się upalnie przezimować w – podobno – najgorętszym mieście świata.

Finansowa wyliczanka jest chyba zmorą każdego zapalonego podróżnika. Wielką sztuką jest zorganizowanie wszystkiego tak, by wystarczyło do wiosny.

Fotograf Mariusz Stachowiak podróżuje od lat i ma już dobrze wypracowany system. Pierwsza metoda to konsekwencja “na piątkę”. O co w tym chodzi? Zbieram do swojej puszki wszystkie monety 5-złotowe i jestem w tym konsekwentny. To jednak czasami trwa latami zanim otworzę pudełko.

Podróże nauczyły mnie oszczędności i rezygnowania z pewnych rzeczy, które właśnie okazują się zbędne. Nie wydaję pieniędzy na kolejne ciuchy. Kiedy widzę fajną bluzę w sklepie, zadaję sobie pytanie, czy jeśli bym tej bluzy nie zobaczył, to czy bym jej chciał lub potrzebował? Odpowiedź przychodzi szybko. W to wszystko wchodzi prosta matematyka. Wystarczy to wszystko dodać.

Mam też szczęście, bo od dwóch lat otrzymuję wsparcie od sponsora na wyjazdy. Moja fotografia i działania zostały dostrzeżone przez jedną firmę, która teraz wspiera mnie w moich projektach.

Od pewnego czasu w podróży udaje mi się również wykonywać zdjęcia w zamian za nocleg, dostęp do internetu, jedzenie. Przykładów jest mnóstwo. W Malezji robiłem zdjęcia reklamowe w nowym hotelu, do którego trafiłem przez przypadek. Cztery dni pobytu w super jak dla mnie warunkach z wyżywieniem – to było jak uczta bogacza. Mój pomysł jest taki, że jeśli docieram do jakiegoś hoteliku, to robię najpierw jakieś dwa, trzy poglądowe zdjęcia, pokazuje menadżerowi, właścicielowi, a następnie wychodzę z ofertą.

Zbieram również na kolejne podróże dzięki tym, które już są za mną. Jeśli mam jakąś prelekcję to wynagrodzenie idzie z automatu na kolejną podróż.

Finanse są ważne, ale nie najważniejsze, bo jak ktoś chce jechać, zawsze znajdzie jakiś sposób, a jak nie chce, to szybko znajdzie wymówkę.

e42bdd20-61e6-4071-8b83-871734c84290

Mariusz prowadzi bloga Oderwany gdzie można poznać nie tylko jego zdjęcia, ale też teksty. Zjechał Azję, Amerykę Środkową, a obecnie jest w Afryce. Nie miejsce jest jednak jego celem. “Ja podróżuję przede wszystkim do ludzi. Oni są dla mnie najważniejsi. Uwielbiam fotografię portretową w moich podróżach. Właśnie po to jeżdżę, bo uważam, że widoki są dla wszystkich, a spojrzenia dla wybranych. Wymyślam sobie pewne projekty i je realizuję. Na Kubie było: “W POSZUKIWANIU AMBASADORÓW UŚMIECHU”. Przywiozłem setki portretów mieszkańców Kuby, a razem z nimi historie. Teraz mam “AMBASADORZY PEŁNĄ GAMBIĄ”. Projekt kryje jeszcze coś… Jednak na chwilę obecną nie mogę tego zdradzić. Zapraszam do śledzenia mojego bloga. Już niedługo odkryję rąbek tajemnicy.”

 

Ola i Florian z Łodzi wraz z dwójką dzieci tę zimę postanowili spędzić na Bali. Skrzętnie opisywali to na blogu Alltogetherblog.com Dlaczego zdecydowali się opuścić Polskę na zimę?

Równie dobrze można by zapytać, dlaczego podróżujemy. Trudno powiedzieć. Myślę, że bierze się to z potrzeby zaspokojenia w sobie jakiegoś głęboko ukrytego niepokoju. Mieszkaliśmy już za granicą i zawsze po pewnym czasie okazywało się, że miejsce, w którym jesteśmy, nie odpowiada naszemu pojęciu raju. Ta niedoskonałość wychodziła dopiero po jakimś czasie, gdy przesyciliśmy już się innością i nowością. Wracaliśmy więc lub przenosiliśmy się gdzieś dalej. Od 3 lat mieszkamy w Polsce i po raz pierwszy wydaje nam się, że na stałe. Trudno jednak zdławić w sobie łaknienie przygód i zaglądania w ciekawe zakątki świata. Nie interesuje nas tak na prawdę zwiedzanie. Wyjechaliśmy na Bali, żeby pomieszkać, dogłębnie doświadczyć kultury i klimatu miejsca. Pojechaliśmy też, żeby udowodnić sobie, że przygoda jeszcze się dla nas nie skończyła, że możemy uciec rutynie, znienawidzonej systematyce codzienności. Nie chcemy być klasą średnią na dorobku. Tak bardzo chcemy uciec od schematów, że chyba popadamy w inne, te buntownicze… Ten wyjazd na zimę to manifest, ale też test wytrzymałościowy naszego konta w banku, możliwości organizacyjnych i naszej wzajemnej od siebie współzależności. Na wyjeździe trudno jest od siebie odpocząć, trzeba być zwartą komórką, sprawnie współpracującą jednostką. No i trzeba się naprawdę lubić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

.

Nie zawsze wszystko jednak zawsze jest proste i idzie po naszej myli. Ola i Florian zdają sobie z tego sprawę.

Liczyliśmy na to, że uda nam się utrzymać z niewielkich freelancerskich robót. Okazało się jednak, że nie było to możliwe. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że warunki mogą być do tego po prostu niesprzyjające: internet był słaby, nie mieliśmy miejsca do pracy (jednak biurko i krzesło pomaga w skupieniu), dzieci nie odstępowały nas na krok, no i oczywiście było piekielnie gorąco.

Drugi wielki kłopot, który nad nami wisiał, to był dom i kot. W domu zamieszkał opiekun, nie uchroniło nas to jednak przed włamaniem. Kot pojechał po długich pertraktacjach do mamy.

Ze szkołą też nie poszło tak łatwo. Musieliśmy starać się o przyznanie nam możliwości prowadzenia nauczania domowego. Trzeba było pisać podania i załatwiać w poradniach papierki. Chcieliśmy podczas wyjazdu realizować program szkolny, więc obładowaliśmy się dodatkowo torbą z przyborami, zeszytami i podręcznikami.

 

Sonia i Marcin z bloga Mary w plecaku, podróżują z dzieckiem odkąd Marysia przyszła na świat. Zdążyli więc sobie już wszystko poukładać:
Życie mamy tak zorganizowane, by móc wyjechać właściwie w każdej chwili. Potrzeba nam tylko czasu na spakowanie, ogarnięcie bieżących spraw i pożegnania. Pracujemy zdalnie lub dla stałych klientów, gwarantujących nam zlecenia niemal wszędzie, gdzie jesteśmy. Tak więc miejsce nie ogranicza nas zawodowo. Marysię uczymy w trybie edukacji domowej, każdy wyjazd jest więc dla niej nową dawką wiedzy. Rodzina i przyjaciele przywykli już do naszego trybu życia. Mieszkanie staramy się wynajmować, kiedy wyjeżdżamy na dłużej. Idealna układanka – ale to wszystko wcale nie jest szczęśliwym zrządzeniem losu. Zawsze wiedzieliśmy, co nas w życiu kręci i jak chcemy, żeby wyglądało nasze życie. Mając to przed oczami odpowiednio nim pokierowaliśmy.”  

2

Nie traktują podróży jak wakacji. Żyją normalnym życiem, czy to w Polsce, czy za granicą.

Jak dotąd zimowaliśmy zawsze w Azji. Mieszkaliśmy w Tajlandii, Nepalu, Indonezji, na Sri Lance, w międzyczasie odwiedzając wiele innych krajów. Ale to nie są zimowe wakacje. W miejscu, w którym mieszkamy wynajmujemy dom i prowadzimy całkiem normalne życie – pracujemy, uczymy Marysię, gotujemy, robimy zakupy, pierzemy, spotykamy się z sąsiadami, wyjeżdżamy na weekendy. Życie jak wszędzie, tylko w nieco innych okolicznościach przyrody.”

 

Nie dla każdego jednak motorem wyprawy jest sama chęć podróżowania. Maga Korbel – nauczycielka medytacji Mindfulness, po raz pierwszy wyjechała do Indii w 2011 roku.  

“Powodem była chęć spotkania Muji’ego w Tiruvannamalai, spotkania się ze sobą i nabrania dystansu do tego, w jakim byłam miejscu w życiu, a było to bardzo trudne i bolesne miejsce. Myślałam wtedy, że Indie dadzą mi odpowiedź, co dalej…

Potem okazało się, że Tiruvannamalai jest dla mnie bardzo ważnym i przyciągającym miejscem, gdzie pragnęłam wracać. Gdzie dobrze pogłębiało mi się praktykę medytacji, gdzie poznawałam – i dalej poznaję – siebie. Tu przyjeżdża wielu znanych nauczycieli, ale też samo miejsce jest idealne do praktyki, zatrzymania się.

f20ec26a-5ecf-4359-b396-1882f8d18953

“Jeszcze jednym powodem moich wyjazdów jest to, że w Indiach na południu, w zimie, jest po prostu bardzo ciepło i jasno, w przeciwieństwie do Polski w tym samym czasie. Jest też tanio, jest dobre jedzenie… Z drugiej strony nie żyje się tutaj łatwo, jest brudno, głośno, Hindusi mają zupełnie inne zwyczaje od naszych, często trudne dla nas do zaakceptowania.

Myślę, że gdyby nie to czego się tutaj uczę o sobie, nie przyjeżdżałabym tutaj z taką chęcią.”

 

No cóż, zima powoli mija i wszyscy niebawem wrócą do kraju.


Mariusz zawsze potrzebuje trochę czasu na okrzepnięcie: Po powrocie potrzebuję jeszcze dużo czasu żeby zejść na ziemię. Zawsze czeka mnie zrzucanie zdjęć, setek zdjęć… wizyta w zakładzie energetycznym w sprawie odłączenia prądu, dokładnie mówiąc przyłączenia go (zapomniałem ustawić polecenia zapłaty). Takie rzeczy się zdarzają. W swoich planach uwzględniam również czas rozruchu. Mam na myśli zarządzanie czasem i budżetem. Staram się robić tak, że po powrocie mam jeszcze zabezpieczenie finansowe na minimum miesiąc. To mi pozwala bezstresowo powracać do rzeczywistości. Powrót z takich podróży, szczególnie kiedy realizuję jakiś projekt, nie zamyka się wraz z powrotem. Zdjęcia, notatki, służą do tego, aby spokojnie usiąść i z dystansem przygotować materiały do publikacji, prezentacji. Od pewnego czasu konsekwencją moich wyjazdów są właśnie prelekcje i wystawy fotograficzne.”

 

Powrót Oli i Floriana wypadł trochę wcześniej niż planowali: Jak ktoś wyjeżdża na zimę, to rzeczywiście dobrze jest wrócić wiosną. Nam skończyły się pieniądze i w Polsce narosła nam masa kłopotów, które tylko my możemy rozwiązać. Musieliśmy się więc zwinąć przed czasem. Powrót poza szokiem termicznym i bardzo długim jet-lagiem to niestety też i duży spadek odporności. Jak na razie wszyscy jesteśmy chorzy.

Dobre strony powrotu to oczywiście to, że w końcu doceniliśmy to, co mamy. Wyłączyła nam się kontrolka “wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Jesteśmy zadowoleni, spokojni i super szczęśliwi.

Zmieniła nam się perspektywa odbioru całego świata. Kula ziemska skurczyła się, narody i różnice na niej zagęściły. Tak bardzo jest nam droga ta planeta – zobaczyliśmy jak bardzo jest zagrożona.”

 

Dla Ewy i Romka powrót jest równie piękny jak wyjazd:Jak uwielbiamy podróżować, tak wracać kochamy równie mocno! Te stęsknione duszyczki wokół, własny kąt, łóżko czy łazienka… I ta lodówka zawsze z masą rzeczy, których nie dostanie się tak łatwo w innych krajach… Bajka! A praca? Jedna czeka i funkcjonuje stałym rytmem (zima jest na szczęście okresem dość stabilnym w szkolnictwie, więc nie ma z tym większego problemu), a druga zawsze szybko się znajduje. To nie są czasy, gdy jedną pracę ma się na całe życie! Więc kiedy samemu wie się czego chce i ma jasno postawione priorytety – z domieszką pewności siebie – wszystko staje się łatwiejsze!“

 

Ludzie opuszczający kraj na zimę, każdego roku mają przed sobą nie lada wyzwanie organizacyjne. Wszyscy jednak przyznają, że to dodaje im energii, tym żyją. Potwierdzają to słowa Sonii:

 

“Podróże ładują nasze baterie, pozytywnie nas nakręcają, otwierają nam oczy, uczą nowego spojrzenia na życie, pomagają się cieszyć każdym dniem, rozbudzają ciekawość. Nie pozwalają nam zasnąć, popaść w stagnację. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, że nie mamy przed sobą wizji wyjazdu w najbliższym czasie. Coś zawsze musi być w planie.”

Jeśli chcecie dalej śledzić losy naszych bohaterów, polecam wam ich blogi:

Ewa i Romek Gonimy Słońce

Mariusz Stachowiak  Oderwany

Ola i Florian z dziećmi alltogetherblog

Sonia i Marcin z Marysią  Mary w plecaku

Maga magayogahoneylagoon oraz babajoga

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

3 komentarze

Ewa | gonimyslonce

Super sprawa ten post! Każda historia inna, dzięki czemu może zainspirować niemal każdego 🙂 A tytuł “ludzie-ptaki” po prostu bomba – brawo! :))

olamerecz

Dzięki 🙂 Cieszę się, że zajęliście tu trochę miejsca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *