Dzieci na wulkanie: Stromboli

O Etnie uczyliśmy się na geografii, o Wezuwiuszu na historii, a o Stromboli… jakoś wcale. Nie wiadomo dlaczego! Bo Stromboli to jest bardzo bardzo porządny wulkan. Wygląda jak porządny wulkan, dymi jak porządny wulkan, i jak porządny wulkan nieustannie wypuszcza z siebie strumień lawy. No i wybucha regularnie co 10-15 minut! A że nie wybucha szczególnie groźnie (silne wybuchy zdarzają się raz na kilka lat, ostatnio – w 2002 r. i 2009 r.), to można sobie po nim całkiem bezpiecznie chodzić. Ba, wspinać się można, tańczyć… Można też na nim spokojnie zjeść bardzo porządną pizzę!

Nie można za to do Stromboli dojechać samochodem. Z tej prostej przyczyny, że… to wyspa 🙂 I to oddalona od wybrzeża Włoch o dobre 70 km. Leży ona w archipelagu Wysp Liparyjskich na Morzu Tyrreńskim. Mieszka na Stromboli kilkaset osób (poza sezonem mniej). Osadę trudno nazwać miasteczkiem, ale jest tam kilka hotelików i restauracji, lądowisko dla helikopterów, solidna uprawa winorośli oraz port.

.

Widzicie, gdzie jest Stromboli? 70 kilometrów na północ od Milazzo na Sycylii.

.

Geo-ciekawostka:
Stromboli jest jedną z 17 wysp archipelagu Wysp Liparyjskich. 10 z nich jest malutkich (do 0,3 km2) i bezludnych, ale 7 to już solidne, zamieszkałe wyspy o konkretnej powierzchni – Lipari (37,3 km2), Salina (26,1 km2), Vulcano (20,9 km2), Stromboli (12,2 km2), Filicudi (9,2 km2), Alicudi (5,2 km2) i Panarea (3,4 km2). Wszystkie są stożkami wulkanicznymi lub fragmentami wielkich starych kraterów, dwa z nich Stromboli i Vulcano są czynnymi wulkanami. Ogółem Wyspy Liparyjskie zajmują powierzchnię ok. 117 km2 i zamieszkuje je obecnie ok. 14 tysięcy mieszkańców (z czego 10,5 tys. na wyspie Lipari).

.

Wspomniane powyżej Milazzo to niemałe miasto o ciekawej historii w pobliżu Mesyny. Jednak na nocleg, a nawet dwa, wybraliśmy Milazzo z innego powodu – to właśnie z tamtejszego portu pływa się z Sycylii na Stromboli – w ramach konkretnie szybkich, bo kilkunastogodzinnych rejsów typu “there and back again”! Specjalnie zarezerwowaliśmy sobie rzeczone dwie noce w hotelu przy porcie (niezła La Bussola), żeby za dnia zaokrętować się na statku, a w nocy wrócić. U polecanego na portalach armatora Tarnav (polecanego zasłużenie) wybraliśmy rejs o nazwie „Panarea and Stromboli by Night”, i jak się okazało, dobrze wybraliśmy!

Sama podróż statkiem jest dość przyjemna. Trzeba sobie tylko szybko zająć miejsce. My zdecydowaliśmy się na „miejsca leżące” w cieniu na pokładzie i musimy przyznać, że to był dobry wybór. Można się z dziećmi wygodnie rozłożyć na kocach (własnych) i cieszyć przez całą podróż wspaniałymi widokami.

Podczas rejsu głos ze statkowego sound-systemu opowiadał o mijanych miejscach – po angielsku, włosku, niemiecku i… po polsku! Really! 🙂 Okazało się, że akurat tamtego dnia płynęła tym statkiem, wśród kilku dziesiątek międzynarodowych pasażerów, także kilkunastoosobowa zorganizowana wycieczka naszych rodaków, no i opiekująca się nimi pani pilotka dostała z parytetu sprawiedliwy przydział „czasu mikrofonowego”. Komentarz live był ciekawy i dowcipny (fajniejszy niż ten po angielsku), więc, o dziwo, byliśmy happy.

.

Wskazówka:
Tarnav Minicrociere specjalizuje się w morskich rejsach wycieczkowych na Wyspy Liparyjskie.
My spośród 10 oferowanych tras wybraliśmy „Panarea and Stromboli by Night”. Można się na niego wyprawić we wtorek, w czwartek i niedzielę. Od 1 kwietnia do 31 sierpnia statki odbijają z portu Milazzo o godzinie 12:00. Od 1 września do 31 października o 11:00.
Cena: dorośli €61,50, dzieci €45,00, do 4 lat za friko (zakup online z wyprzedzeniem – taniej o 20%).
Miła niespodzianka: cena zwiera koszt eolskiego posiłku serwowanego w drodze powrotnej na pokładzie (wino, woda i pieczywo wliczone! Mniam! :). Rejsy na Stromboli organizowane są także z innych niż Milazzo portów, np. z Trapani na Sycylii, ale też nawet z Neapolu!

.

Hydrozagadka:

Zgadnijcie, oczywiście w przybliżeniu, ile rzek, strumyków, potoków i źródeł znajduje się ogółem na wszystkich 17 wyspach Liparyjskich? Odpowiedź na naszym filmiku na YT.

Naciśnij…

 

.

Ciekawostka multi-lingwistyczna:

Stromboli leży w archipelagu Wysp Liparyjskich niegdyś zwanych Wyspami Eolskimi. W języku włoskim te nazwy to Isole Lipari (obecna) Isole Eolie (poprzednia). Nowa nazwa pochodzi od greckiego słowa „liparos” znaczącego „żyzny”, stara – od greckiego boga wiatrów Eola. Po angielsku, jak to po angielsku, jest prościej: obowiązuje jedna nazwa Aeolian Islands.

stromboli YT.mov.00_01_47_15.Still002

 

Pierwszy przystanek – wyspa Panarea. Ponieważ na takiej wycieczce ma być miło i przyjemnie, ale przecież też ciekawie, więc trzeba tu podjąć decyzję – albo po przybiciu do portu pokręcić się lokalnie bez spiny, coś przekąsić, albo – opcja 2. – gnać na wycieczkę. Czasu jest niewiele (2 godziny), więc jeśli wycieczka, to należy się sprężać. A warianty tej opcji także są dwa: albo ruiny starożytnej osady z 1200 r p.n.e., albo plaża. U nas nie było dyskusji, dzieci zdecydowały – ruszyliśmy na plażę! Można pojechać elektrycznym taksówką (polskiej, a konkretnie mieleckiej marki Melex!), ale chętnych jest dosłownie tłum (w porcie stało już kilka takich statków jak nasz), więc lepiej popędzić na piechotę. I popędziliśmy…

stromboli YT.mov.00_00_59_12.Still001 

Na plaży było bosko 🙂 Ale po kąpieli trzeba było zasuwać z powrotem, a z meleksami strasznie krucho. Wzięliśmy więc… stopa! Podwiózł nas do portu S.Pietro bardzo autentyczny Panareańczyk, wyspiarz na oko 70-letni, niezwykle pogodny i uśmiechnięty, ale w 100-procentach milczący. A podwiózł nas nie meleksem, a trójkołowym dostawczakiem z otwartą paką, który był tak maciupki, że Paweł już się nie zmieścił i dziewczyny pojechały samotrzeć. A że zabrały ze sobą te wszystkie nasze płetwy, ręczniki, torby, Merecz-ojciec już na lekko pognał piechotą, podczas gdy panie elegancko dojechały do portu niecodziennym stopem. Na statek wskoczyliśmy w ostatniej chwili. I ruszyliśmy dalej – kurs na Stromboli!

stromboli YT.mov.00_01_10_04.Still006

.

Stromboli widać niemal od razu po wypłynięciu z Panarei. I jest nie do pomylenia z innymi wyspami archipelagu. A to głównie z tego powodu, że ma elegancko symetryczny stożkowaty kształt. I dymi.

.

stromboli YT.mov.00_02_01_06.Still007

.

Geo-ciekawostka:
Stromboli wystaje nad powierzchnię morza niemal kilometr i wygląda jak idealny stożek. To znaczy, że to co widzimy nad powierzchnią morza, to jego nadwodna część 926 m n.p.m., reszta – część podwodna – wznosi się z dna morskiego z głębokości ok. 2700 m p.p.m.

.

Po drodze minęliśmy kilka bezludnych wysepek i ogromnych skał wyrastających z morza. Na jednej z nich zaskakuje wybudowana przez marynarkę wojenną Włoch hi-techowa latarnia morska.

stromboli YT.mov.00_03_40_22.Still004 

No i w końcu dopływamy do portu Scari na Stromboli. Nasz statek zostaje w porcie, a my schodzimy na ląd. Jest ciekawie, bo wulkanicznie – zza szczytu cały czas dymi! A my od razu mamy trzy różne pomysły na kolejny krok: Ola chce iść jeść, dzieci na plażę, a Paweł chce puszczać drona, którego tacha w plecaku. Zgodnie z harmonogramem rejsu mamy kilka godzin, więc wiemy, że zdążymy zrobić wszystko. Zaczynamy od plaży, bo nas oszałamia. Nie, nie biały piaseczek. Czarny!

stromboli YT.mov.00_02_52_00.Still003 

Plaże Stromboli są czarne. Pierwszy raz widzimy coś takiego na własne oczy i się jaramy (choć przecież wiemy, że są takie i na Islandii, i na Kanarach, i na Hawajach gdzie tam jeszcze…). Dziewczyny zakładają te swoje płetwy i wskakują do wody. A Merecz-ojciec jednak nie wytrzymuje i pędzi z dronem w poszukiwaniu pustego miejsca na odlot. Dzięki temu możecie zobaczyć czarną plażę także z góry. Lot był bardzo nieśmiały – ze względu na zero koma zero jeden doświadczenia w pilotażu (to dopiero drugi raz po Etnie), ale też ze względu na ludzi w pobliżu. Niemniej kilka dronich ujęć w naszym filmiku ze Stromboli jest. Widać też na nim – poza wszystkim – dwie ciekawostki: pierwszą jest komiczna koincydencja ubraniowa Pawła oraz zafascynowanego dronem dzieciaka, który mu towarzyszy podczas crash-landingu – no, jaja! Drugą jest Lamborghini na plaży. Really! Jeśli jeszcze nie widzieliście, zobaczcie koniecznie 🙂

 

.

Po kąpieli i odlocie czas na obiad. Trafiliśmy do jednej z kilku restauracji. Wybór spory, decydujemy się na pizzę i pyszne desery. Yummy!

AV5C3630

Ciekawostka gastro-filmowa:
Stromboli to także popularny tu i ówdzie rodzaj zwijanej pizzy! Nie jest to pieróg jak Calcone. Tu ciasto zwija się w rodzaj rolady o różnym nadzieniu w kształt przypominający długą kanapkę. Ciasto jest dokładnie takie jak na pizzę. O dziwo, stromboli wcale nie powstało we Włoszech, a w Stanach Zjednoczonych w latach 50., a o autorstwo przepisu głośno spierało się wówczas dwóch Amerykanów włoskiego pochodzenia. Obaj zresztą zgodnie, choć osobno, utrzymywali, że nazwę zaczerpnęli z filmu Roberto Rosseliniego „Stromboli” z 1950 r. z Ingmar Bergman w roli głównej.

.

Zbliża się najważniejszy punkt przygody – znowu ładujemy się na nasz stateczek. Najpierw kapitan kieruje maszynę kawałek w kierunku otwartego morza, robimy bardzo spokojnie szeroki łuk podziwiając panoramę niesamowitej góry w świetle zachodzącego słońca. A gdy już się ściemnia, kierujemy się na przeciwległą stroną wyspy i tam, wśród gęstniejących ciemności nagle dostrzegamy gdzieś hen u szczytu… pojedynczą kroplę ognia!

.

 

Łaaaaaa! – niesie się gremialnie po pokładzie. Wiecie jak to jest doświadczyć czegoś pierwszy raz w życiu! Wiecie! I wszyscy wskazują niesamowite zjawisko, i na wszystkich twarzach pojawia się szeroki uśmiech… To naprawdę wszystkich kręci, i wszyscy kręcą to – najczęściej komórkami. A jest co! Bo już po chwili, wraz z przesuwaniem się statku, widzimy, że to jest prawdziwa stromboliańska Sciaria del Fuoco, czyli „rzeka ognia” – od szczytu, aż do morza! Łaaaaaa!

stromboli YT.mov.00_03_55_07.Still008 

Ależ się cieszyliśmy z tego doświadczenia. Bo to tak jest, jak się wreszcie zobaczy na własne oczy coś, o czym się czytało, widziało na fotkach i filmach, o czym się generalnie rozumowo wie, że istnieje. A rzecz jest niebłaha. Bo przecież płynąca ognista skała, to dowód na to, że naprawdę żyjemy na kuli ognia, która tylko na powierzchni ma cienką warstewkę zastygłej skorupki… Zobaczyć to samemu, poczuć… To w człowieku już zastaje. Oto siła osobistego doświadczenia.

 

.

Wskazówka trekkingowa z konkretami:
Na Stromboli działa kilku organizatorów trekkingu do krateru wulkanu. Jest jedna nowa trasa i dwie stare. Trekking trwa 5-8 godzin. Przy odrobinie szczęścia można podejść bardzo blisko tryskającej lawy! Rusza się po południu, a wraca ok. 23 – w ciemności wrażenia są niezapomniane. Uczestnicy trekkingu dostają po kasku na głowę 😉
Trekkingi organizowane są od kwietnia do listopada.
Ceny: w grupach zorganizowanych do 20 osób: €40, indywidualne z prywatnym przewodnikiem – w grupce od €100, solo nawet do €600 (bez sensu!).

.

Ciekawostka literacka
Wielki finał powieści Juliusza Verne’a „Podróż do wnętrza Ziemi” (1864 r.) rozgrywa się właśnie na wulkanie Stromboli. To tam wynurza się z trzewi planety wyprawa pod wodzą Otto Lidenbrocka. Co ciekawe, w owe trzewia zanurza się na Islandii, czyli w drugim po Włoszech europejskim eldorado wulkanofanów.

Z kolei amerykański literaturoznawca Clide S. Cilby utrzymuje, że J.R.R. Tolkien identyfikował Górę Przenaczenia w Mordorze (Mount Doom) właśnie ze Stromboli. (Jednak w filmowym „Władcy pierścieni” Petera Jacksona „zagrał” ją nowozelandzki wulkan Mount Ngauruhoe.)

 

.

Wcześniej pisaliśmy o Etnie. Kto nie widział, niech rzuci okiem. A niebawem będzie jeszcze o Wezuwiuszu 🙂

.

PS

Nazajutrz po rejsie na Stromboli zwiedziliśmy Milazzo, a przede wszystkim niesamowitą zbudowaną w najwyższym punkcie okolicy historyczną twierdzę Castello di Milazzo. Strasznie nam się podobało, szczególnie, że się niczego ciekawego nie spodziewaliśmy. A tu zetknięcie z rozbudowywaną przez wieki (a nawet millennia – pierwsze fortyfikacje powstały tu jeszcze w czasach neolitycznych – 6000 lat temu) przez różne załogi (od Greków, Rzymian i Bizantyjczyków, przez Normanów i Germanów ze Szwabii, Hiszpanów z Aragonii, austriackich Habsburgów, Burbounów, aż do Włochów Garibaldiego!) niesamowitą cytadelą, której fragmenty zbudowane są – a jakże! – z lawy! Szczególnie ciekawe było spotkanie z prowadzącym tam warsztaty teatralne dla dzieci człowiekiem-pasjonatem, który przedstawił nam się per „Magister Zabawy”, który z wigorem i sercem na dłoni odegrał przed naszymi dziewczynkami fragment oryginalnej lokalnej legendy o księciu i jeszcze czymś… W masce. Koniecznie zobaczcie filmik 🙂

 

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

13 komentarzy

Hanging around in Asia

Można też do/żeglować 😉 Ech…przypomniało mi się! Czarne plaże są jeszcze np. na Bali. Chyba w lato byliście, bo tam teraz z 15 stopni!

olamerecz

Tak, latem. Zanim się porobi te wszystkie filmiki, to czasem się okazuje, że już pół roku minęło 😉

Magdalena

Ach. Na Lipari prawie pojechaliśmy w podróż poślubną, ale był sierpień, więc stanęło na Islandii. I to był chyba dobry wybór, bo na Lipari wybierzemy się z dzieciakami! Rajsko! Z waszych zdjęć bije rodzinna radość.

Ewa | Daleko niedaleko

O nie! O nie… taki wulkan, a ja naprawdę wcześniej się nim nie interesowałam. Etna, Wezuwiusz – owszem, a tak jak mówisz, o Stromboli cisza. Nazwa gdzieś się kołacze ale nic nie znaczy. A tu rzeki lawy! Chętnie bym się tam wybrała zobaczyć taki spektakl!

Gadulec

O proszę, polscy turyści są coraz bardziej doceniani skoro można wybrać opcję tłumacza po polsku. Na Malcie było tak samo, miłe zaskoczenie. Bardzo ciekawe miejsca i faktycznie nie uczą nas za dużo w szkole o Stromboli. A szkoda… I filmiki też przyjemne! 🙂

olamerecz

No właśnie 🙂 Zupełnie nie wiem, czemu tak jest bezczelnie pomijany na geografii.

olamerecz

Też się zdziwiliśmy. Nareszcie można było bez wysiłku o czymś posłuchać. 🙂 Może dzięki temu caraz więcej Polaków ruszy w nieznane 😉

Agnieszka /Zależna w podróży

Eole to ostatni element Sycylii, który mam do zaliczenia (tzn. wiesz, z tych elementów oczywistych). Zawsze myślę, że muszę poświęcić z 2 tygodnie tylko na nie. W tym roku to nie wyjedzie, ale kiedyś w przyszłości.

olamerecz

Czyli najlepsze zostawiłaś sobie na deser 🙂 Żartuję oczywiście. Sama nie wiem co jest na Sycylii najlepsze. Trudno by wybrać.

Iza

Fajna relacja. Właśnie planujemy nasze kolejne sycylijskie wakacje, tym razem wulkany. Szukałam takiej relacji: promem na Stromboli z dziećmi:) (Na Stromboli długo płynie)

olamerecz

My nie płynęliśmy bezpośrednio na Stromboli. Więc nie wiemy. Generlnie cała wycieczka jest całodniowa, a na promie też nie ma nudy, bo jest co podziwiać 🙂

Magda

O fantastyczna wyprawa. Byliśmy już tak niedaleko, bo w Trapani, ale jednak się nie zdecydowaliśmy, a wygląda na to że mogło być baaaardzo ciekawie. Fantastyczna opowieść, super zdjęcia i filmiki. Następnym razem zaliczymy też jakiś wulkan!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *