Tokio Story: ODAIBA お台場

Z próbą uchwycenia charakteru tego miasta, jest jak z klaskaniem jedną dłonią z tego słynnego japońskiego koanu zen. Przecież każda stacja tokijskiego metra to portal do innej rzeczywistości. Czy Tokio to skrzyżowanie Shibuya z zebrami przez środek, czy może raczej tradycyjna Asakusa z buddyjską pagodą i targiem? Wielkomiejska Ginza? A może Odaiba z muzeum innowacyjnych technologii MIRAIKAM?

 

 

Różnorodność musi być cechą miasta, w którym mieszka tyle ludzi, co w całej Polsce (serio, ostatni spis ludności podaje liczbę 38 milionów mieszkańców obszaru metropolitalnego Tokio!). Te światy są tak różne, że nie sposób ich ze sobą skleić… Wtem – oświecenie! (Klask-klask! Słyszycie dźwięk klaszczącej dłoni? 😉 Nie będziemy sklejać! Opowiemy jak jest, kawałek po kawałku. Teraz…

 

 

ODAIBA (お台場)

Narodowe Muzeum Nowoczesnej Nauki i Innowacji MIRAIKAN, o nim już dawno słyszeliśmy, że to fantastyczne (a właściwe science-fantastyczne) miejsce, i to był magnes, który nas przyciągał do Odaiby, o której wcześniej przecież nawet nie słyszeliśmy (wy słyszeliście?). Ale jak już tam pojechaliśmy, to, Panie i Panowie, proszę siadać! W ogóle już sama jazda do Odaiby… czy może raczej na Odaibę? (Odaiba to wyspa, i to sztucznie usypana przez człowieka. Z drugiej strony to dzielnica Tokio, więc chyba jednak do Odaiby…) Jak zwał, tak zwał, wracając do wątku – już sama jazda do Odaiby była ciekawa i bogata w niecodzienne przypadki. Wiedzieliśmy, że na stacji Shimbashi musimy przesiąść się z oswojonej już przez nas sieci tokijskiego metra na prywatną linię Yurikamome. No bo tylko tak mogliśmy się na Odaibę wygodnie dostać (opcja wodolotu, a tym bardziej helikoptera średnio nam odpowiadała, sami rozumiecie). No więc na wspomnianej stacji Shimbashi zaczęliśmy się rozglądać za wskazówkami, jak się na linię Yurikamome przetransferować. Mieliśmy i Wi-Fi Walkera, więc też czynne Google Maps w telefonach, więc znalezienie właściwej ścieżki było tylko kwestią czasu (a propos – o błogosławieństwach płynący z tych innowacji technologicznych piszemy barwnie w artykule OD METRA MOŻLIWOŚCI, CZYLI JAK JEŹDZIĆ PO TOKIO, Wtem słyszymy uprzejme i nieco nieśmiałe „Can I help you?”. Oczywiście, że to zatroskany naszym drapaniem się w głowy przechodzień dał popis charakterystycznej dla Japończyków uważności i chęci pomagania. Szczerze ujęci taką postawą postanowiliśmy z uprzejmości troskliwego przechodnia skorzystać i pomoc w postaci wskazówek przyjąć. Ale ten Japończyk w nienagannie białej koszuli i krawacie zamiast nam tłumaczyć, po prostu ruszył chyżo w kierunku najbliższej windy, pokazując, że nas na właściwy peron po prostu zaprowadzi. No, to już było coś, tak się zaangażować. Ale dopiero w windzie miał miejsce gwóźdź programu. Gdy nasz miły przewodnik dowiedział się, że jesteśmy z Polski, odchrząknął i zaśpiewał: „Jeszcze Polska nie zginęła…”! I to nie pierwsze linijki – pięć zwrotek!!! Nie wiem jak wy, ale my znamy tylko cztery i to z trudem i wspomaganiem. Więc widok eleganckiego Japończyka w średnim wieku śpiewającego niemal czystą polszczyzną nasz hymn narodowy i to w takiej rozciągłości… Sami przyznacie, że to niecodzienne. Cóż się okazało? A to, mianowicie, że pan, choć u nas nad Wisłą nigdy nie był, ma przyjaciela z Polski, niejakiego Macieja, także inżyniera, który go podczas wspólnej gdzieś delegacji wieczorami „Marsza Dąbrowskiego” nauczył. I to jak!

Gdy nas przemiły i wokalnie utalentowany pan inżynier do peronu doprowadził, już po pożegnaniu, zaczęliśmy się z zainteresowaniem przyglądać torom. I uderzyło nas, że ich nie ma. Pociąg, który po chwili bezszelestnie podjechał poruszał się na specjalnych prowadnicach na gumowych kołach. I nie miał kierowcy. Pociąg, gdy ruszył i nabrał prędkości dość szybko wspiął się na wysoką napowietrzną estakadę i tak już do samej Odaiby, przez Tęczowy Most, który sam w sobie jest cudem techniki, dowiózł nas na właściwy przystanek.

.

AV5C6160

.

Jak się człowiek dowiaduje, że cała dzisiejsza zabudowa Odaiby stoi sobie na sztucznej wyspie, to, trzeba przyznać, że robi to wrażenie. „Według źródeł” pierwsze sztuczne wyspy w Zatoce Tokijskiej powstawały jeszcze, gdy Tokio nie nazywało się Tokio, tylko Edo. Już na początku XVII w – i później niemal do końca wieku XIX – budowano na nich forty (słowo „daiba” znaczy po japońsku fort) mające chronić miasto przed atakiem z morza. Ale dopiero w drugiej połowie zeszłego wieku dokonano tu rzeczy tytanicznej, łącząc wcześniejsze wysepki w jedną ogromną, nawożąc niewyobrażalne ilości ziemi i formując z nich kształt dzisiejszej Odaiby. I od razu celem było wybudowanie tutaj spektakularnie futurystycznej dzielnicy biznesowo-mieszkaniowej. Najpierw, w latach 80., wszystko szło jak z płatka, a potem, w latach 90. – z powodu kryzysu ekonomicznego – jak po grudzie. W rezultacie zabudowano wyspę tylko częściowo. I dziś, mimo, że od początku obecnego wieku, rozbudowa wyspy ponownie nabiera tempa, widać całkiem rozległe „puste przebiegi”, trawniki, nieużytki, słowem – przestrzeń – czyli rzecz w lądowym Tokio niespotykana. Ale częściowo pierwotną wizję zrealizowano – powstało tu kilkadziesiąt bardzo nowoczesnych budynków, z których kilka jest naprawdę spektakularnych, oraz łączące je wysokie estakady, także wspomniana bezobsługowa kolei Yurikamome.

.

AV5C6174

.

Bez dwóch zdań na Odaibie w oczy najbardziej rzuca się kosmiczna bryła ogromnego stalowego budynku, z gigantyczną kulą na górze – to siedziba telewizji Fuji TV. W kuli znajduje się otwarte dla wszystkich obserwatorium (wstęp jedyne Y550). Już w dzień budynek zrobił na nas duże wrażenie, ale szczęki nam opadły dopiero po zmroku! Wyobraźcie sobie, że budynek w jednej chwili zamienił się w boomboksa, z którego na cały regulator popłynęła muzyka, a na jego całej elewacji zaczęła się wyświetlać kolorowa animacja. Nie będziemy tego tu opisywać, bo lepiej zaprosimy was (ponownie) do obejrzenia naszego filmiku na YT Merecz in Japan: Tokyo (Zen Edition), gdzie sami to sobie zobaczycie. Zresztą cały budynek udało nam się w tym filmiku z kilku stron i kątów pokazać. Między innymi z powietrza, bo Merecz-Ojciec, wielbiciel swojego drona, zabrał naszą latającą kamerę do Japonii i – przeczytawszy przepisy obowiązujące tam „pilotów” dronów, zdecydował, że „nad wodą drony można puszczać”. I puścił. I dzięki temu budynek Fuji TV obejrzycie także z powietrza. Zapraszamy!

 

AV5C6077

.

Ale naszym celem #1 na Odaibie było Narodowe Muzeum Nowoczesnej Nauki i Innowacji MIRAIKAN. Wprawdzie najpierw wcale nie mogliśmy go znaleźć – jego budynek „ukrywa się” w ciągu innych bardzo podobnych, a do tego padał deszcz. Ale jak już go znaleźliśmy, to już tam siedzieliśmy aż do zamknięcia! Globalnie „odpadliśmy” już na wejściu z powodu globu właśnie – wisi bowiem w hallu nad głowami kula ziemska, która jest sferycznym ekranem. Wyświetlane są na nim różne fakty dotyczące obecnego stanu naszej światowej cywilizacji. Kulę widać ze wszystkich poziomów muzeum – wysoki hall otacza spiralna galeria.

.

AV5C6028

.

Wystawy zajmują trzy bardzo rozległe poziomy. Na dole – pod kulą można się rozciągnąć na pufach, leżakach czy podłodze i oglądać projekcje, patrząc pionowo w górę, obok organizowane są wystawy czasowe. Akurat podczas naszej wizyty tematem „czasówki” byli Ninja! 🙂 Na dwóch kolejnych poziomach znajdują się wystawy stałe oraz okrągłe kino naukowe. Do kina bilety najlepiej rezerwować w z wyprzedzeniem, bo nas jeszcze przed wejściem przy kasach złudzeń, że coś w nim zobaczymy pozbawiła kartka, że bilety na wszystkie seanse już wyprzedane. Ale co tam, nie do kina do Miraikan przyjechaliśmy, ale na roboty!

Roboty, androidy, simy, sztuczna inteligencja… to nas kręci i to w Miraikan jest. Zasada jest tam taka, że się najnowsze osiągnięcia i techniki poznaje przez demonstracje i doświadczenie. Dlatego oprócz tego, że roboty i androidy można sobie oglądać, to kilka razy dziennie pokazywane są w akcji. My najpierw spotkaliśmy się oko w oko z androidem, który wygląda i mówi jak prawdziwy człowiek, a konkretnie jak ładna Japonka. Rusza się jednak trochę apoplektycznie… Taki paradoks nam się w postaci refleksji pojawił, że im bardziej antropogeniczny jest robot (a te w Miraikan są hiper-realistyczne), tym bardziej upiorne sprawia wrażenie, bo twoja psychika wyczuwa, że coś jest nie tak i włączają się instynktowne alarmy w głowie. No bo już takiego ASIMO człowiek się nie lęka. Wygląda ASIMO jak porządny robot, czyli umownie – biały plastik, nieco kanciasty, trochę jak kosmonauta, ale o umownych proporcjach. Robot po prostu, nie człowiek. Ale że rusza się całkiem płynnie i robi różne rzeczy jak człowiek (gra w piłkę, tańczy), to wzbudza podziw i pozytywną wizję rozwoju IA, czyli sztucznej inteligencji. Natomiast te „niby-baby” androidy, no cóż… Scary shit! 😉

ASIMO występuje cztery razy dziennie o określonych godzinach, a pozostały czas można wykorzystać na poznawanie rozwoju technologii i nauki wchodząc w interakcje z rozmaitymi instalacjami, warsztatami, można też rozmawiać z naukowcami. W ogóle oprócz muzeum otwartego dla szerokiej publiczności, MIRAIKAN, to także regularna placówka naukowa, gdzie kształci się i młodzież, i dorośli (wystarczy tak jak my zgubić się i zapuścić w zakazane korytarze, a zobaczy się różne działające pełną parą laboratoria i sale warsztatowe).

Podsumowując, wizerunek Japończyków jako awangardy rozwoju technologii potwierdza się w Japonii na każdym kroku (niezliczone zautomatyzowane udogodnienia gdzie się nie wejdzie – ot choćby do toalety, w której sedes to odyseja kosmiczna z migającymi lampkami i dziesiątkami guziczków;)), MIRAIKAN to drogowskaz, gdzie to może prowadzić. Przyszłość będzie fascynująca! 🙂

Z muzeum jak zwykle wyszliśmy ostatni. Dosłownie. (Ileż razy nam się to zdarzyło!;) Ale kto to widział, żeby wszystkie muzea zamykać o 17! Postanowiliśmy się po Odaibie powłóczyć. Gdy tak sobie szliśmy, dziwiąc się, ile tu wolnej przestrzeni, zupełnie nie jak w Tokio, wtem usłyszeliśmy pisk hamulców! I znowu. I znowu. I to nie byle jaki pisk hamulców, ale taki pisk hamulców, od którego przechodzą ciarki – głośny, długi, zróżnicowany i niemal nieustanny, jednym słowem – maksi! A to było mini.

.

AV5C6097

.

Okazało się bowiem, że na wyspie znajduje się tor doświadczalny japońskiego dystrybutora marek mini cooper i bmw. Zbudował on naprawdę okazały plac (no kilkaset metrów przekątnej miał), na którym raz za razem, naprzemiennie, samochody wspomnianych marek „kręciły kółka” i „paliły gumy”. Co ciekawe, po przejechaniu kółeczka, samochód podjeżdżał do na linię startu, gdzie zmieniali się kierowcy. I tak co minuta. Piszczącego mini także zobaczycie na naszym filmiku „Merecz in Japan: Tokyo (Zen Edition)”.

.

AV5C6110 AV5C6105 AV5C6153 AV5C6130

.

Poszliśmy dalej. I doszliśmy do DiverCity Tokyo Plaza. Na Odaibie jest kilka dużych domów towarowych. My nie mieliśmy ani czasu, ani ochoty na zakupy, ale jeden z nich nas przyciągnął, i to z daleka. Stoi przed nim bowiem „naturalnej” wielkości Gundam! Nie wiecie, co to Gundam? My też wówczas nie wiedzieliśmy, że to robot z uwielbianej przez Japończyków serii anime o ogromnych robotach. A wielki jest tak, że zwykły człowiek nie sięga mu nawet do pięt 😉 Dosłownie! Znowu zapraszamy na filmik, gdzie Gundam dwoi i się troi, żeby stanowić fajne tło dla Miłki 😉

.

 

AV5C5729 AV5C5727 AV5C5731

.

My na Odaibie byliśmy dwa razy, a i tak nie starczyło nam czasu, żeby zobaczyć choćby ćwierć atrakcji. Bo jest tam i podobno bardzo ciekawe Muzeum Morskie w budynku o kształcie statku, jest park tematyczny o gorących źródłach Oedo Onsen Monogatari, czy ogromny i pełen motoryzacyjnych atrakcji showroom Toyoty, a nawet największy w Japonii diabelski młyn. Ale jest jeszcze coś…

Statua Wolności w Odaibie paradoksalnie nie jest repliką tej z Nowego Jorku, tylko tej z Paryża! Stanęła na odaibianym wybrzeżu z okazji „Francuskiego dnia w Japonii” w 1998 roku, Miała stać rok. Stoi do dzisiaj i zadziwia surrealizmem kontekstu 🙂

.

AV5C5691

.

Za to poniżej Statuy jest długie, ładnie zagospodarowane wybrzeże, które najlepiej odwiedzić tuż przed „golden hour”, czyli przed zachodem słońca. Robi się naprawdę magicznie, gdy z jednej strony cała okolica zostaje jakby „oprószona złotym pyłem”, a z drugiej na wodę wypływa kilkanaście łodzi z fanami tego zjawiska. Wspaniale się z tym widokiem z nami Odaiba pożegnała. To też mamy na filmie!

.

AV5C6230 AV5C6235 AV5C6310 AV5C6324 AV5C6352

 

Zobacz też co napisaliśmy o innych dzielnicach Tokio:

Tokio Story: Asakusa (浅草)

Tokio Story: Shibuya (渋谷)

Tokio Story: Minato (港区) & Ginza (銀座)

Tokio Story: Shiodome (汐留)

Tokio Story: Ueno (上野)

Tokio Story: Odaiba (お台場)

Od metra możliwości, czyli jak jeździć po Tokio. 

Wielki Zegar Ghibli

 

 

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *