LOVE SKANSEN: ZAGRODA FELICJI CURYŁOWEJ – Zalipie

 

 

„Malowana Wieś” na ustawionych tu i tam drogowskazach w drodze z Tarnowa na północ kusi obietnicą kolorowego odjazdu. Gdy jednak wjeżdżamy do Zalipia wypatrując ataku kolorowego kwiecia, nic. Zagrody i domy, jak zagrody i domy… Ale już widzimy parę białych drogowskazów: „Zagroda Felicji Curyłowej” wskazuje jeden, „Dom Malarek” drugi. Wybieramy legendę, podążamy za pierwszym drogowskazem…

Są! Są kwiatki kolorowe na ścianach… remizy strażackiej, którą mijamy na rozstajach! Po chwili widzimy kolejne malowane kobierce na mijanych domach – nie na wszystkich, ale jednak. I wreszcie GPS i Google Maps pokazują, że już za 100, za 50 metrów… Jest!

Co ciekawe, najpierw rzucają się w oczy liczne, wielkie i wyraziste kwietne kompozycje na białych płaszczyznach nowoczesnego gospodarstwa po prawej stronie drogi. A zagroda Felicji Curyłowej stoi sobie spokojnie po lewej stronie drogi i czeka za plecionym płotem, wśród bujnej i pachnącej zieleni. Jest dużo skromniejsza niż tamta, nie tak oczywista, ale przez to jakby prawdziwsza, oryginalna, pierwotna, naturalna… Malowane motywy na ścianach nie są takie jaskrawe, ba! są nawet skromne.

 

Jak „mówią źródła” w tej właśnie okolicy – a przypominamy, jesteśmy 30 km na północ od Tarnowa, na ziemi zwanej Powiślem Dąbrowskim – już w XIX wieku odnotowano tradycję ozdabiania motywami kwiatowymi chałup. Gdy tylko okopcone kurne chaty zastąpione zostały domami z piecami i kominami, od razu zaczęto je ozdabiać – i na zewnątrz, i w środku.

Okazuje się, że – w przeciwieństwie do kolorystycznie “minimalistycznych” przebiegów zewnętrza – prawdziwa feeria barwnych fajerwerków czeka odwiedzających Zagrodę w środku. Jak to w muzeum. Tyle, że myśmy do Zalipia dotarli akurat w momencie, gdy opiekunowie muzeum szli do domu… po drugiej stronie ulicy! Zamieniwszy kilka słów z młodym miłym panem, dowiedzieliśmy się, że – po pierwsze: możemy sobie do woli chodzić po zagrodzie – i tej pierwotnej, należącej do pani Felicji Curyłowej, i tej obok (tzw. chacie biedackiej), którą – to już zgodnie z „algorytmem” skansenu – przeniesiono z innej części Zalipia – o niej za chwilę. Po drugie ów miły młodzieniec przedstawił się jako syn gospodyni zza drogi. A skąd inąd wiemy, że mieszka tam pani Wanda Racia – rodzona wnuczka pani Felicji Curyłowej i kontynuatorka jej stylu (z indywidulanym zakrętasem). Więc mieliśmy przyjemność rozmawiać z prawnukiem pani Felicji. Ponieważ ów wnuk zezwolił nam po zagrodzie chodzić i pstrykać, to chodziliśmy i pstrykaliśmy, aż przyszła straszna burza i czmychnęliśmy do samochodu.

Straszna burza jak szybko nadeszła, tak szybko uleciała, zostawiając poczucie świeżości z posmakiem ozonu, więc my wybraliśmy się na przejażdżkę po okolicy w poszukiwaniu dowodów, że to nie tylko jedna zagroda jest tu malowana, ale – zgodnie z zapowiedzią z drogowskazu – cała wieś. O remizie już pisaliśmy. Kilka domów po drodze też w tradycję się wpisało dumnie eksponując swoje ukwiecone farbkami frontony.

Pamiętacie wspomniany „Dom Malarek” z drogowskazu? Gdyśmy tam dojechali, naszym oczom ukazał się okazały gmach, taki na oko w stylu domu kultury z lat 70. Cały rzeczywiście pomalowany w kwiaty (na nasze wyczucie w stylu bliższym tego pani Raci, niż Curyłowej). W kwiaty był i fronton, i ściany boczne. Ale też słupki, płotki, pnie drzew, ogrodowe meble, a nawet ogromna pokrywa zbiornika na wodę z zegarem słonecznym.

Do Zalipia jeszcze wrócimy, bo ze względu na późną porę nie widzieliśmy wnętrz Zagrody Felicji Curyłowej, a sądząc z fotek na Googlu, jest tam niesamowicie! Także o podobno wspaniale „ukwieconym” kościele w Zalipiu jedynie czytaliśmy post factum. Więc część druga relacji z „Malowanej Wsi” przed nami. Bądźcie czujni! 🙂

 

 

Felicja Curyłowa urodziła się w 1904 roku i już jako dziewczynka wykazała się talentem, malując ile wlezie i ściany, i powałę swojego domu (w muzeum do dzisiaj jest fragment sufitu wymalowanego przez nią w wieku lat 10), ale także oddając się wycinaniu z kolorowego papieru, a nawet tworzenia kolorowych kompozycji z czego popadnie, np. z łusek szyszek. Wiadomo, jak jest talent i „wewnętrzne ciśnienie twórcze”, to dzieła powstają, czego by się artysta nie dotknął. Felicja Curyłowa propagowała ścienne malarstwo w całej okolicy i spotkała się z wielkim szacunkiem i uznaniem. Poproszono ją na przykład o ozdobienie malunkami wnętrz krakowskiego „Wierzynka”, a nawet transatlantyku „Batory”! Jako osoba przewidująca, ozdobiła nawet zawczasu swój nagrobek na zalipskim cmentarzu. Zmarła w 1974 roku, a już wkrótce jej zagrodę przejęła Cepelia, która z kolei przekazała ją Muzeum Okręgowemu w Tarnowie. Dziś zagroda oficjalnie jest filią Muzeum Etnograficznego w Tarnowie.

I, jak to muzeum, w poniedziałki jest zamknięte, za to we wszystkie pozostałe dni tygodnia czynne jest od 10 do 16. Bilety po 6 zł, ulgowe po 4 zł, a rodzinny za 12 zł. Uwaga, muzeum jest bardzo dumne z certyfikatu “Przyjazny Rowerom”! 🙂

 

 

Zagroda Felicji Curyłowej

AV5C7550

AV5C7556

AV5C7557

AV5C7559

AV5C7566

AV5C7574

AV5C7580

AV5C7603

AV5C7604

AV5C7606

AV5C7611

.

.

Dom po drugiej stronie ulicy

AV5C7633

.

.

Dom Malarek

AV5C7686

AV5C7687

AV5C7646 AV5C7650 AV5C7651 AV5C7655 AV5C7657 AV5C7672 AV5C7688

AV5C7712 AV5C7718 AV5C7728 AV5C7729

 

Odwiedziliśmy również inne polskie skanseny. Zachęcamy do czytanie i rzucenia okiem na nasze fotostory: KOLBUSZOWAWDZYDZE KISZEWSKIEŁOWICZ, SIERPC i SUCHA.

podziel się, nie bądź sknera 😉Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someonePrint this page

Written by mereczonthego

1 Comment

Janekk

Super! Dzieki za relację:)
Naprawde pani felicja ma talent

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *